pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

STRZEŻ SIĘ NARCIARZA!

Opowiem Państwu pewną historię sprzed lat, związaną z poważnym wypadkiem o charakterze bynajmniej nie górskim, ale na pewno zdecydowanie narciarskim.

Pewnego dnia grupa studentów przybyła do swego kolegi na imieninową imprezę na ostatnie piętro, wielkiej, starej kamienicy.  Młodzież umie się świetnie bawić, szczególnie gdy alkoholu jest pod dostatkiem. Śpiewom i nocnym tańcom nie było końca do szarego świtu. Wtem, jeden z uczestników balangi potrącił narty gospodarza oparte o ścianę. Te z hukiem spadły. Rozochocone towarzystwo zaczęło się droczyć kto jest lepszym narciarzem. Ponieważ w ich stanie trzeźwości o consensus było ciężko, postanowili zrobić zawody w narciarstwie zjazdowym. W tym celu pociągnęli losy aby wyłonić pierwszego zawodnika. Gdy to się stało, zorientowali się, że nie ma śniegu i nawet zjazd z osiedlowej górki nie jest możliwy. Ale od czegóż kreatywność?

W zaprószonych alkoholem głowach powstał pomysł, żeby zawody rozegrać w kamienicy na klatce schodowej, zjeżdżając z wysokich schodów…

Jak wymyślili tak też zrobili. Pierwszy zawodnik założył buty narciarskie, zapiął narty i odbijając się kijami… ruszył w dół nabierając coraz większej szybkości. Niestety nie przewidzieli, że śliskim korytarzu kończącym schody, nie da się zatrzymać… i rozpędzonemu zawodnikowi groziło za moment rozbicie się o drzwi mieszkania mającego wejście vis a vis schodów.

Raptem drzwi te otworzyła kobieta trzymająca w ręku torbę podróżną. Rozpędzony narciarz kończąc zjazd – wpadł na nią ze straszliwym impetem i dosłownie zmiótł ją z progu domu w głąb mieszkania, łamiąc przy tym nieszczęsnej, obie nogi. Dodatkowo kobieta wyrżnęła głową o podłogę i straciła przytomność. Natomiast winowajca nie poniósł najmniejszych obrażeń. Zerwał się więc i nie zapominając o pożyczonych nartach, uciekł ślizgając się i potykając w plastikowych, narciarskich butach, szczęśliwy, że nie ma świadków zdarzenia.

Reszta jego rozochoconych kompanów widząc dramatyczne skutki zabawy, również  w panice zwiała jak najdalej od tej kamienicy. Resztę nocy błąkali się po akademikach waletując u znajomych, oczekując w każdej chwili akcji policji. Jednakże noc przeszła spokojnie i nikt ich nie szukał.

Następnego dnia wraz z ustępującym kacem przyszła refleksja i wyrzuty sumienia, że tak potraktowali Bogu ducha winną kobiecinę. Przedyskutowali temat, kupili kwiaty i bombonierkę i poszli do tego feralnego mieszkania.

Drzwi otworzyła im młoda dziewczyna, z którą wywiązał się następujący dialog:

- Czy jest Pani Kowalska?

- Mamy nie ma. Jest w szpitalu. Wybierała się do Wrocławia, ale miała wczoraj w nocy poważny wypadek.

- My właśnie chcielibyśmy ją odwiedzić.

- Ale tam nie wpuszczają. Mamę przenieśli z chirurgii na psychiatryczny, bo ciągle opowiada, że ją na klatce schodowej narciarz przejechał…


Piotr van der Coghen
skreśliłem dnia 12 stycznia 2013 r
w Podlesicach 

Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga