pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

ŻYRANDOL...

Deszcz lał uparcie w całym kraju od wielu dni. Rzeki wzbierając po wielekroć nad zwykłą miarę zrywały umocnienia i wały, a rozlewając się szeroko poza swym korytem, topiły domy i zagrody, niszcząc często wielopokoleniowy dobytek całych rodzin.  Woda, wdzierając się wszędzie odbierała życie zwierzętom - tym nie umiejącym pływać bądź uwiązanym, a ludzi zmuszała do panicznej ucieczki...

Wśród wielu akcji i wypraw ratunkowych mojego ratowniczego życia, prowadzonych w górach, skałach, jaskiniach, ruinach i na stokach narciarskich, wracją wspomnienia tragedii ludzkich spowodowanych przez katastrofy i klęski żywiołowe, uderzające w ludzi zupełnie bezradnych wobec potwornej siły kataklizmu. Na przykład wobec powodzi...

Powódź jest strasznym żywiołem. Płynąca z zewsząd czarna, cuchnąca woda, wypłukująca rowy, szamba i śmietniki, staje się wszechobecnym, gigantycznym zagrożeniem rosnącym w tempie geometrycznym w straszliwą siłę niszczącą. Płynąc, zgarnia po drodze wszystko. Przewraca płoty, samochody i wiaty, podmywa nasypy kolejowe, domy, drogi  i mosty.

Paradoksalnie, jednocześnie ludzie giną z pragnienia. Mając dookoła miliony ton wody, niestety w postaci w postaci brudnej cieczy - nie mają kropli wody pitnej, zdatnej do zwilżenia spierzchniętych ust... Zalane studnie i pozrywane sieci wodociągowe, nie dają szansy na jej pozyskanie, dosłownie z nikąd.

 Gdy nadchodzi powódź sztaby kryzysowe próbują przewidzieć rozwój wydarzeń i ewakuować ludzi z najbardziej zagrożonych terenów. Do domów docierają policjanci i strażacy, namawiając ludzi do ewakuacji.  Niestety ludzie często nie wierzą w realność niebezpieczeństwa, albo przeciwnie, chcą wierzyć, że powódź do nich nie dotrze. Wynika to często z lęku o własny dobytek w opuszczonych domach, który często pada ofiarą grasujących wówczas szabrowników.

 W rozproszonej, wiejskiej zabudowie nie do wszystkich też właściwe służby są w stanie dotrzeć…

Również  nie wszystko da się przewidzieć. Zdarza się, że tereny uznane za pozornie bezpieczne bywają gwałtownie zalewane przez wodę, która nieoczekiwanie przerwała wały, nie dając szans na ucieczkę. Wówczas ludzie chronią się na dachach swych domów, oczekując na nich na ratunek.

 Oczywiście, szansa taka jest dana tym, którzy są w stanie się na te dachy wdrapać…

 Gdy wspominamy straszny czas takiej klęski żywiołowej,  jednym z najbardziej wstrząsających zdarzeń związanych z powodzią jakie pamiętam, był los starego małżeństwa, w którym mąż był sparaliżowany i przykuty do łóżka od lat…

Gdy gwałtownie nadeszła wielka woda i podeszła pod ich parterowy domek, żona z przerażeniem obserwowała jak mieszkanie ulega stopniowemu zatapianiu przez wciskającą się zewsząd wodę. Nie mogąc uciekać,  walczyła więc z nią z zaciekłością i rozpaczą. Próbowała uszczelnić drzwi i okna ręcznikami i pościelą. Na próżno... Stopniowo wzrastająca, ciemna topiel zasłoniła okna z zewnątrz. Woda tryskała już w sposób nie opanowany wszelkimi szczelinami zalewając izbę.

Gdy jej poziom podniósł się do wysokości łóżka, na którym leżał mąż, kobieta nie mając siły aby podnieść ciężkie, bezwładne ciało ukochanego człowieka, podtrzymywała z całych sił jego głowę nad powierzchnią wody tak długo jak się dało.
Potem z rozpaczą patrzyła bezradnie jak się krztusząc, topi ... 

Gdy woda rosnąc, sięgnęła i do jej szyi, próbowała utrzymać się na powierzchni łapiąc się szaf stojących w izbie lub wdrapując na stół.
W końcu chwyciła się resztką sił żyrandola...

Miała fart, bowiem wzrastający poziom wody zatrzymał się tuż pod sufitem, szczęśliwie  na tej wysokości, że między wodą a stropem mieściła się jeszcze jej głowa dając szansę na nabieranie powietrza do płuc…
Mijała straszliwie długa noc. Pełna odgłosów deszczu siekącego o dach i chlupotu topieli. Trzymającej się kurczowo żyrandola, zachłystującej się co chwila brudną wodą kobiecie, wydawało się, że trwa to wieczność.

Na szczęście nad ranem fala zaczęła opadać...

Staruszka cudem przeżyła... Wyczerpana do granic, dygocząc w mokrych, śmierdzących szmatach, patrzyła otępiała na ogrom zniszczeń jaki do ich ładnego, spokojnego domku przyniósł dziki żywioł, a także na zmacerowaną skórę swoich rąk i nóg, na której zaczęły powstawać owrzodzenia...

Cofająca się woda pozostawiła jej dobytek kompletnie zniszczony, zalany cuchnącym szlamem i... sinego trupa męża z wytrzeszczonymi oczyma, leżącego w brunatnej od błota pościeli.

Na tych, obrzękniętych od wody zwłokach niemal od razu zaroiły się wielkie, zielone, gryzące boleśnie muchy.

Nie dziwiło jej to bynajmniej.
Wszak wstawał jasny, słoneczny,  coraz bardziej upalny dzień... 

 

Piotr van der Coghen
skreśliłem dnia 6 sierpnia 2011 r

Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga