pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

SUCHY POTOK

Woda w górach jest groźna. I nie mówię tu o lodowatych, rwących potokach czy wodospadach, gdzie wpadłszy, w ciągu kilku minut traci się z zimna czucie, zanim silny prąd, rozbije nam głowę o oślizgłe głazy…
Mówię o opadach w górach… O tym, że w piękny, pogodny, skwarny dzień nasz senny strumień wijący się zwykle leniwie wzdłuż białych, kamienistych plaż  może niespodziewanie zmienić się w ryczącą wściekle bestię:  rwącą rzekę, toczącą z nieprawdopodobną siłą potężne pnie i głazy.


 

Taki wypadek miał miejsce szereg lat temu w Bieszczadach. Para młodych ludzi wygrzewała się na kamienistej wysepce powstałej w suchym korycie na brzegu strumienia wijącego się wśród białych głazowisk i zielonych krzewów. Niebo było niebieskie jak proszek IXI. Słońce paliło niemiłosiernie  nadając skórze dziewczyny i chłopaka piękną, brązową opaleniznę.

Wśród szumu drzew, których korony poruszał wiatr niosący w skwarze ulgę, nie zwrócili uwagi ani na odległe, głuche grzmoty, ani na wzmagający się szum potoku…
Nie mieli pojęcia, że wysoko w Bieszczadach rozszalała się potężna burza niosąca istnie oberwanie chmury. Nie wiedzieli, że gliniasto-kamienista górska gleba niechętnie chłonie deszcze i większość opadów spływa szybko z gór wszelkimi korytami istniejących stałych i okresowych cieków wodnych…

Nie czuli więc jakiegokolwiek zagrożenia drzemiąc w ciepłym słońcu na brzegu tak płytkiego potoku, że o takim górale żartują, że jest: „żabie po oczy”…
Potoku, który raptownie, z chwili na chwilę począł rosnąć zatapiając kolejne połacie suchego koryta.  Jeszcze chwila, a leniwa struga, którą kilka godzin wstecz ze śmiechem przejechali swym samochodem, nie chlapiąc go zbytnio, a później brodzili po kostki, zmieniła się w rwący nurt zbijający z nóg.

Młodzi ludzie poderwali się z przerażeniem, nie orientując się co się dzieje. Z początku próbowali łapać spłukiwany przez prąd koc, radiomagnetofon, termos i inne drobiazgi, ale po chwili zrozumieli, że muszą uciekać i to szybko.  Od samochodu dzieliło ich kilkanaście metrów, ale rwący nurt niemal im uniemożliwił powrót. Walcząc z nim rozpaczliwie dotarli do auta i z trudem otworzyli drzwi, przez które natychmiast wdarła się woda. Chłopak z determinacją próbował uruchomić silnik. Po kilku próbach udało się!

Ale potężna fala prawdziwie, wysokiej wody dopiero nadchodziła …
Ona nie szła cicho. Wręcz przeciwnie. W mgnieniu oka rycząc, wytoczyła się wąskim gardłem głębokiego parowu i ruszyła ze wściekłością naprzód spieniona, brunatna, tocząc kamienie i olbrzymie konary drzew. W jednej chwili rozlała się po całym starorzeczu prąc naprzód z olbrzymią siłą.

Chłopak w panice szarpnął kierownicą w prawo i wciskając pełny gaz ruszył odruchowo do widocznego o kilkadziesiąt metrów brzegu, z którego zjechał do koryta kilka godzin wcześniej.
I wtedy stało się!
Potworna siła rozpędzonych ton wody uderzając w burtę samochodu brnącego poprzecznie do nurtu, wywróciła go jak zabawkę. Ryk żywiołu, brzęk pękających szyb i jazgot giętej stali zagłuszył krzyki ludzi ginących w kipieli…

******

 O młodych zaniepokojono się dopiero następnego dnia nad ranem, gdy przestano wierzyć nawet w ich późny powrót z dyskoteki. Rozważano kierunek, w którym mogli się udać.
Przypomniano sobie, że przed wyjazdem zaginieni mówili o planach plażowania na rzecznych głazowiskach. Poszukiwania poszły więc tym śladem.

Po kilku dniach ratownicy GOPR odnaleźli kilka kilometrów niżej w zakolu rzeki, zatopiony kołami do góry samochód, a w nim ciała młodej dziewczyny i chłopaka, którzy chcieli pochwalić się po powrocie z wakacji prawdziwie górską, złotą opalenizną …


Piotr van der Coghen
Bałtyk, żaglowiec ZHP s/y „Zawisza Czarny” 3 czerwca 2012r 

Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga