pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

BÓL WIĘKSZY NIŻ WSZYSTKO

Był piękny, letni dzień. Białe skały królowały na tle błękitnego nieba, na którym wiatr rozciągał nieliczne, białe chmurki jak pajęczynę. W taki dzień chce się żyć! W ciszy sennego przedpołunia śpiew ptaków słychać było głośno w koronach drzew,  gdy do Centrali Górskiego Pogotowia w Podlesicach wpłynęło telefoniczne zgłoszenie o zaginięciu młodej, 20 letniej matki kilkumiesięcznego Michałka, która – wyszła do pobliskiego lasu na grzyby i nie wróciła, a dziecko płacze bo jest głodne…

Zgodnie z przyjętym standardem, w rejon zaginięcia wyruszyliśmy natychmiast Land Roverem GOPR do którego wskoczyło kilku ratowników z dwoma psami zapinając na lawecie dwa quady.
Po przybyciu do wioski trzeba było zebrać szybko jak najwięcej informacji o zaginionej, żeby przyjąć koncepcję poszukiwań.

Otóż ze wstępnych informacji wynikało, że ta młoda dziewczyna, mieszkanka wsi wyszła z domu o świcie na jagody, jak już to nie raz wcześniej robiła.  W domu pozostawiła śpiące dziecko. Problem w tym , że mieszkańcy wsi, zbierający grzyby i jagody, ze względu na wzrastający latem upał i coraz bardziej agresywne owady wracają z lasu najpóźniej o godzinie dziewiątej. Tymczasem była już godzina jedenasta, a głodny malec płacząc, tęsknił za piersią mamy…

Po rozpytaniu rodziny o zwyczajowych kierunkach grzybobrania, pojechaliśmy we wskazany sektor lasu. Przewodnicy psów poszli pierwsi a ratownicy na quadach rozpoczęli szybką lustrację duktów i zewnętrznych obszarów rejonu wytypowanego jako najbardziej prawdopodobnego.
Pofałdowany teren poszukiwań był bardzo urozmaicony. Sosnowy i mieszany bór poprzetykany był skałami i jarami. Miejscami gąszcz był trudny do przebycia, choć w innych miejscach w głębi lasu napotkać można zarówno bagniste młaki, wyrobiska po piaskowe jak i wonne, słoneczne polanki…

Na takiej właśnie polance spotkaliśmy Ją… siedziała pod drzewem półnaga. Biel odsłoniętych białych piersi i brzucha ostro kontrastowały z ciemnym brązem pnia. Króciutka mini skirt odsłaniała wysoko śliczne, długie, podkurczone teraz nogi. Wyglądała jakby oparta o pień drzewa spała, zdrzemnąwszy się w południowym upale. Leśne muchy sennie wokół brzęczały, a rozgrzane trawy odurzały aptecznym zapachem.
Obok Niej stał wiklinowy koszyczek wypełniony w połowie jagodami i kilkoma grzybami, a obok leżał zakrwawiony nóż… ostry kozik jakiego miejscowi ludzie używają do odcinania  grzybni od trzonu grzybów podczas ich zbierania.

Wyglądało na to, że jest martwa…

Przy dokładniejszych oględzinach można było dostrzec, że spod włosów opadających na kark dziewczyny idzie do góry cienki, czarny warkocz skręconego stanika, przedłużonego dalej białą, elastyczną bluzką zaczepioną z kolei o suchy, złamany  konar drzewa…
Dziewczyna była wisielcem.

Przybyli policjanci natychmiast otoczyli miejsce taśmami nie pozwalając niczego ruszać. Dla nich okoliczności i nagość dziewczyny, wskazywały na mord na tle seksualnym. Śliczne, białe piersi kobiety pełne matczynego mleka, wzmagały emocje i oburzenie nadciągających coraz tłumniej ludzi, zaczynających głośno odgrażać się mordercy…

Rozglądano się na miejscu tragedii za śladami walki... ale wokół rosły tylko nietknięte, leśne kwiaty...

Dla mnie zastanawiający był znaleziony przy zmarłej, zakrwawiony nóż, ale po standardowych próbach odnalezienia tętna siedzącej, sprawa szybko się wyjaśniła. Lewy nadgarstek zmarłej był pocięty licznymi, aczkolwiek płytkimi nacięciami, z których wyciekła nieznaczna ilość zakrzepłej już krwi…
Wyglądało to na klasyczną, nieudaną próbę samobójczą polegającą na podcięciu żył…

Jednak więcej wiadomości spłynęło od ludzi, którym widok martwego ciała rozwiązał języki.

Otóż Zmarła dziewczyna od kilku lat skarżyła się na straszliwe bóle głowy, nie dające się opanować zwykłymi tabletkami przeciwbólowymi. Pracowała w kuchni jednego z miejscowych lokali gdzie przy panującym upale, potęgowanym pracą pieca i kiepską wentylacją, ataki migrenowe się nasilały. Gdy skarżyła się lekarzom ze swych dolegliwości, otrzymywała „dowcipną” odpowiedź: „Po urodzeniu pierwszego dziecka, przejdzie to pani!”

Będąc w szpitalu, na oddziale położniczym już po porodzie Michałka, z przerażeniem skonstatowała, że bóle głowy nasiliły się jeszcze.  Wtedy to jedna z „doświadczonych” kobiet leżących z nią na sali powiedziała, że to na pewno rak mózgu! „Z tego się nie wychodzi – zawyrokowała – Bo lekarze nie mają co wyciąć…”

Ta myśl, wracała do młodej kobiety jak mantra. Już nie skarżyła się przyjaciółkom. One same widziały, jak cierpi. Jak często wymiotuje. Jak łzawią jej piękne, ale wciąż przekrwione oczy. Dodatkowo bolały cierpkie uwagi teściowej, „Pewnie ci się robić nie chce!” i… żal męża, że nie pomaga w budowie domu. Ich domu.

Tego dnia wyszła jak zwykle rano na jagody. Odruchowo wzięła ze sobą prócz koszyka, również kozik do odcinania grzybni (może się jakiś prawdziwek trafi?)  Gdy wędrując po lesie pochylała się nad jagodami - wrócił BÓL! Straszny – a może jeszcze straszniejszy niż dotychczas?

Skończyć z tym! Ból oszałamia. Doprowadza na skraj obłędu. Wyciska wszystkie myśli spod czaszki. Uciec! Skończyć z tym raz na zawsze. Już nic nie pamięta. Nie pamięta o maleńkim, ukochanym  dziecku. O tym, że za dwa tygodnie mają się wraz z mężem i dzieckiem przeprowadzić od teściów do wymarzonego, nowego domu… Nie ma nic! Uciec przed bólem!

Pierwsza myśl to podciąć sobie żyły. Jednak kozik ciągnięty po nadgarstku nie otwiera odpowiednio żył, a dodaje nowego bólu! Krew cieknie leniwie z płytkich ran… Nagle rozkołatany bólem mózg koncentruje jej uwagę na drzewie, z którego pnia wystaje krótki, suchy konar…
Biała, jak do Pierwszej Komunii Świętej bluzeczka ściągnięta z pleców jest elastyczna lecz zbyt krótka. Dopiero stanik związany z nią i skręcony w mocny warkocz daje szansę na użycie improwizowanego sznura.  Teraz z tego pętla na szyję. Szybko! Zaczepić drugi koniec wysoko o konar. Ból! Nie wytrzyma go więcej! Elastyczna pętla rozciąga się niemal bez końca. Dopiero gdy przykucnąć zaczyna się zaciskać na krtani, dławiąc. Jeszcze chwilę. W głowie szumi jakby była w ulu… To nic! Żeby już nigdy nie bolało. Mocniej! 
Leci w ciemność…

Piotr van der Coghen
 Podlesice, 1 czerwca 2012 r. 

Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga