pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

WYJAŚNIENIE TAJEMNICY ŚMIERCI ANI…

Tragedia, która miała miejsce w jaskini Studnia Szpatowców, stała się głośna w środowiskach wspinaczy i grotołazów. Pomimo, że nie stronią one przecież jakoś szczególnie od napojów wyskokowych, powszechnie potępiano niewydarzony pomysł picia alkoholu w pionowej jaskini w miejscu tak eksponowanym. Niestety komentarze te w żaden sposób nie pomagały w wyjaśnieniu okoliczności tajemniczej śmierci dziewczyny…

Ciężar rozwikłania tej zagadki spadł na moje barki jako Naczelnika Grupy Jurajskiej GOPR.
Jako ratownicy nie zapamiętaliśmy bynajmniej towarzyszy zmarłej w jakiś szczególnie pozytywny sposób. Po wypadku zachowywali się wulgarnie i pogardliwie, byli w ogóle antypatyczni co się często zdarza u osób bardzo pijanych.  Opinia wszystkich, że przyczynili się oni do śmierci dziewczyny była zgodna i stanowiła też koncepcję przygotowywanego przez prokuraturę aktu oskarżenia…
Zastanawiano się jedynie nad tym czy było to zabójstwo na tle seksualnym czy znaczne przyczynienie się do jej śmierci…

Przypomnę, że dziewczynę znaleziono na dnie pionowej jaskini z roztrzaskaną głową, bez uprzęży alpinistycznej ale za to z obnażonym biustem i ściągnietymi z pupy spodniami i figami... Pikanterii sprawie dodawał fakt, że o jej śmierci zawiadomiło GOPR, trzech kompletnie pijanych mężczyzn...

Wiadomo więc już było powszechnie co się stało, choć nadal okoliczności były niejasne.  Niejasne były też szczegóły zdarzenia oraz sam moment tragedii.
Jak to zwykle bywa, pomimo tylu niejasności ogół wydał już „wyrok” na towarzyszy denatki,  natomiast my po otrzymaniu dość opasłego kompletu akt sprawy zagłębiliśmy się w nie, analizując je punkt po punkcie…

Podczas czytania powyższych dokumentów osobiście uderzył mnie fakt, że świadkowie tragedii zaciekle sobie zaprzeczali w szczegółach. Wówczas  przyszło mi na myśl porzekadło powtarzane przez mojego śp.dziadka, Adama Brzostyńskiego, który mawiał:  „Łże jak naoczny świadek”.
Dziadek mój (ze strony Mamy), był  przedwojennym wieloletnim sędzią Sądu Okręgowego w Cieszynie oraz później v-ce Prezesem Sądu Apelacyjnego w Katowicach, (więzionym później podczas okupacji przez hitlerowców w ciężkim więzieniu w Wiśniczu, które cudem przeżył.)  Będąc bardzo doświadczonym prawnikiem twierdził, że każdy człowiek widząc dokładnie to samo, patrzy jednak na zdarzenie niejako innymi oczyma, bowiem zwraca uwagę na zupełnie inne szczegóły obrazu. Stąd opinia o wartości zeznań naocznych świadków…

Skąd się ona bierze? Wbrew pozorom mechanizm jest dość prosty. Gdy bowiem przykładowo jakaś para będzie obserwować przechodzącą młodą dziewczynę, mężczyznę zachwyci się jej kształtny biust, ładna pupa i długie, zgrabne nogi, natomiast kobietę zniesmaczy jej kiepski makijaż, oczka na rajstopach i zła fryzura – a co najciekawsze, oboje będą mówili prawdę.
Istotne bowiem jest to, że każde z nich zapamieta i opisze jej obraz podając skrajnie różnie szczegóły i odniesione wrażenie. Mężczyzna jako świadek oceni, że minęła go świetna, atrakcyjna panienka, natomiast kobieta będzie się zaklinać, że przeszła obok niej niechlujna, idiotycznie ubrana i umalowana, brzydka małolata.

Tak więc, widniejące w dokumentach postępowania, sprzeczne zeznania świadków warte były zastanowienia…  Dotyczyły co prawda nieistotnych szczegółów, ale pobudzały nasze zainteresowanie i motywację do głębszego analizowania sprawy. Idąc bowiem tropem cytowanej wyżej maksymy, idealnie spójne zeznania świadków mogłyby z kolei świadczyć, że mężczyźni po dokonaniu zbrodni, usiedli przy ognisku, uzgodnili przy alkoholu wspólną wersję i trzymali się jej konsekwentnie. Ponieważ jednak były sprzeczne – nadawało im to walor przypuszczalnej prawdomówności.

Dodatkowo nie potwierdziła się teoria rodziny denatki, że była ona abstynentką. W każdym razie nie tym razem. Sekcja zwłok wykazała niestety obecność w jej krwi aż 3 promili alkoholu!  Znaczyło to, że ginąc, nie miała zbyt wielkiej świadomości co się z nią dzieje. Ale zwróciliśmy też uwagę na zastanawiający fakt, iż jej pęcherz moczowy był pusty… Stało to w sprzeczności z zeznaniami świadków, którzy twierdzili, że tego popołudnia wszyscy obecni w jaskini wypili po 6 piw, nie licząc wódki!
Sumując ilość tych napojów bardzo pobieżnie, każdy z nich mógł przyjąć do organizmu w przybiżeniu około 3 litry płynów, a nie mając okazji do wyjścia z jaskini, nie bardzo miał gdzie się ich pozbyć…  
Jestem głęboko przekonany, że najbardziej pijana dziewczyna nie będzie załatwiała potrzeb fizjologicznych przy chłopakach, (a schować się nie było tam gdzie) – powstało wówczas pytanie:  co się wobec tego stało z jej moczem?
Teoria, że zwieracze człowieka „puszczają” w chwili gwałtownej śmierci, sprowokowała nas do dokładnego przestudiowania zdjęć ciała dziewczyny wykonanego przez ratowników na dnie jaskini… i znów pudło!
Z fotografii wynikało, że jej krocze było suche! Znaczyło to dobitnie, że teoria samoczynnego opróżnienia się jej pęcherza w chwili śmierci – w tym przypadku nie sprawdziła się. Spodnie denatki jedynie nisko, po stronie wewnętrznej stawów skokowych miały ciemne plamy…

Cóż się więc stało?

Drążąc temat z kolei dogłębnej analizie poddane zostały zdjęcia ubrania denatki wykonane przez techników organów ścigania w prosektorium - i tu olśnienie! Na spodniach prezentowanych w prosektorium nie zachowały się żadne plamy w okolicach stawów skokowych!  Znaczyłoby to, że  zaobserwowane na zdjęciach z jaskini ciemne plamy nie były zabrudzeniami trwałymi, powstałymi z błota jaskiniowego, a jedynie śladami zmoczenia materiału jakąś stosunkowo czystą cieczą. Cieczą, która po pewnym czasie wyparowała niemal bez śladu…

Po połączeniu tych ujawnionych elementów w jeden wspólny ciąg zdarzeń wszystko stało się jasne:
Przypuszczalnie dziewczyna cierpiąc doraźnie na olbrzymie parcie na pęcherz, a mając już kłopot poruszaniem się, zrobiła piekło chłopakom wyganiając ich z jaskini (fakt ten zeznali zgodnie.) Poszli więc jeden za drugim, stromą pochylnią skalną na powierzchnię. Ostatni z wychodzących, wobec totalnego upojenia koleżanki zabezpieczył ją na wszelki wypadek długą pętlą, którą zawiązał z tyłu jej uprzęży i zapiął karabinkiem do potężnego Ringa tkwiącego w ścianie groty.

Niestety, dziewczyna pozostawiona sama w jaskini, postanowiła się załatwić. Aby tego dokonać, siłą rzeczy rozpięła i zdjęła uprząż alpinistyczną, którą była zabezpieczona (stąd nie miała jej później na sobie).  Następnie ściągnęła spodnie i figi, a potem kucnęła na obłym mostku skalnym i oddała mocz (stąd jej zmoczone wewnętrzne części „kostek” obu nóg). Jednak chwiejąc się niepewnie w tenisówkach na świeżo zmoczonym moczem obłym mostku skalnym, w chwili prostowania się i rozpoczęcia wciągania spodni i bielizny, straciła równowagę lub poślizgnęła się. Sprzyjała temu zarówno mokra, wapienna skała jak i jej odurzenie alkoholowe. Spadając, próbowała chwycić się odruchowo skalnego mostka, z którego się ześlizgiwała (ślady na bluzce i zadrapania na wewnętrznej stronie przedramienia!), ale spowodowało to tylko zdarcie  bluzki i stanika z piersi pod szyję…
Z odsłoniętym, nagim biustem i ściągniętymi jeszcze z pupy spodniami, runęła w przepaść….

*****

Niestety skutki tego nieoczekiwanego poślizgnięcia były nieodwracalne. Tułów i głowa są cięższe od nóg, więc jej ciało spadając, obróciło się w locie grawitacyjnie o 180 st i na koniec uderzyło głową o drewnianą drabinkę i kamienie zalegające dno jaskini.
Zmiażdżenie pokrywy i podstawy czaszki  spowodowało natychmiastową śmierć…

*****

Tymczasem siedzący spokojnie na zewnątrz jaskini na polanie pijani mężczyźni, kończyli przy ognisku ostatnią flaszkę, nie mając świadomości, że ich koleżanki nie ma już wśród żywych...

Piotr van der Coghen
Paryż, Montmartre, 15 sierpnia 2009 r

Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga