pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

TAJEMNICA ŚMIERCI ANI…

Był świt majowego poranka, gdy na centralę górskiego pogotowia na Jurze przyszło dwóch kompletnie nawalonych gości, twierdząc, że ich koleżanka spadła na dno jaskini i nie żyje…

Zdarzyło się to kilkanaście lat temu. Wiadomość o wypadku śmiertelnym w jaskini zelektryzowała wszystkich obecnych ratowników, powodując alarm na centrali Grupy Jurajskiej GOPR. Okoliczności zdarzenia były niejasne, a zgłaszający antypatyczni i nietrzeźwi, nie mniej obowiązuje zasada, że człowiek w stanie upojenia alkoholowego może bredzić, ale w każdej najbardziej irracjonalnej i szalonej informacji może być cząstka prawdy… W tej sytuacji zespół dyżurny w składzie dwóch ratowników górskich wyjechał natychmiast quadem w celu sprawdzenia rzekomego wypadku, który ponoć wydarzył się w bardzo popularnej, pionowej jaskini zwanej „Szpatowcami”. 

Warto wiedzieć, że „Studnia Szpatowców” jest to jaskinia położona w Podlesicach, odkryta przypadkiem podczas wojny przez żołnierzy budujących tam stanowiska artyleryjskie. Jaskinia będąca częściowo naturalnym tworem krasowym, a częściowo efektem późniejszej górniczej eksploracji kalcytu (zwanego „szpatem”) - niezbędnego niegdyś dla funkcjonowania miejscowych hut szkła… Zaczyna się ok. 30 metrowym, stromym korytarzem, który następnie urywa się progiem nad komnatą wysoką na 7 pięter. Otwory wejściowe w suficie komnaty są dwa – przedzielone na jej sklepieniu obłym mostkiem skalnym, kilkumetrowej długości.
Rzecz jasna, dno tej jaskini, jest absolutnie niedostępne bez użycia sprzętu alpinistycznego, koniecznego zarówno do zjazdu jak i do wyjścia, możliwego wyłącznie po linie…

Ratownicy po przybyciu na miejsce zastali na polanie nad jaskinią dogasające ognisko, namioty i busa. Co było dość dziwne, u samego wejścia do tej pionowej jaskini nie odnaleziono jakichkolwiek lin alpinistycznych…
Nie mniej zgłoszenie tego wypadku trzeba było szybko sprawdzić, więc ratownicy na założonych przez siebie linach dokonali natychmiast zjazdu w głąb jaskini.

Na jej dnie ratownicy odkryli ciało martwej, młodej (ok.20 letniej) dziewczyny z roztrzaskaną głową … Z oględzin wynikało, że spadając głową w dół, na głazy zaścielające dno komnaty, wbiła potylicę pomiędzy szczebelki ustawionej tam przez kogoś drewnianej drabinki, łamiąc je impetem upadku.

Oględziny wykazały na jeszcze inny, szokujący fakt: otóż trup dziewczyny miał spodnie i figi zsunięte do połowy obnażonej w ten sposób pupy i rozerwany stanik odsłaniający pierś…

Sprawa wyglądała dość podejrzanie. Przybyła na miejsce policja i prokurator potraktowali zgłaszających zdarzenie młodych mężczyzn jako potencjalnych sprawców wypadku lub ewentualnego morderstwa.

Pijani towarzysze martwej dziewczyny zarzekali się, że poprzedniego dnia wspinali się z nią w skałkach a następnie całe popołudnie i wieczór pili z nią alkohol, kończąc imprezę w jaskini na mostku skalnym wiszącym nad komnatą w której później zginęła…

Twierdzili, że pod koniec imprezy dziewczyna zaczęła ich stamtąd wyganiać aż w końcu poszli sobie do ogniska jeden po drugim… Niemniej ponieważ była kompletnie pijana, odchodząc zabezpieczyli ją przed upadkiem przypinając długą pętlą do solidnego ringa tkwiącego w ścianie jaskini.

Problem jednak w tym, że leżąca na dnie jaskini martwa dziewczyna nie miała na sobie żadnej uprzęży alpinistycznej, a tym bardziej pętli bądź karabinka…

Zaś wypytywana rodzina twierdziła, że dziewczyna nigdy nie spożywała alkoholu...

***

Na pytanie ratowników dlaczego w jaskini nie ma żadnych lin, uczestnicy wypadku odpowiadali, że gdy po nocy przespanej w namiocie, przy ognisku wrócili do jaskini, nie zastali już dziewczyny na mostku… Z początku myśleli, że „sobie gdzieś poszła”, ale gdy zajrzeli w głąb jaskini zobaczyli na dnie jej nieruchome ciało. Wówczas wpadli w panikę i zwinęli cały sprzęt alpinistyczny z jaskini. Zdaje się, że dopiero po chwili zorientowali się, że żaden z nich nie jest w stanie prowadzić samochodu… Postanowili więc zawiadomić GOPR.

Wobec bezładności i sprzeczności tych wypowiedzi, u policjantów z wydziału kryminalnego powstało podejrzenie, że dziewczyna była w jaskini molestowana przez mężczyzn którzy ją próbowali rozebrać i na skutek szamotaniny spadła w przepaść lub już po wszystkim została celowo w nią zrzucona i zginęła.

W tej sytuacji ratownicy wykonali na żądanie prokuratury dokładną dokumentację fotograficzną miejsca wypadku, a policja przeprowadziła przeszukanie busa.
W aucie odnaleziono sprzęt alpinistyczny, którego stan nosił jednak ślady używania w jaskini oraz… małą, kobiecą uprząż alpinistyczną z nietypowo zaciągniętą z tyłu długą pętlą zakończoną  karabinkiem… Tak założona pętla mogła wskazywać na to, że mężczyźni mówiąc o zabezpieczeniu dziewczyny nie kłamali…

Jak więc doszło do wypadku? Dlaczego dziewczyna nie miała na sobie uprzęży? Dlaczego była rozebrana? Dlaczego spadła? W jaki sposób zginęła?

****

Na te pytania postaram się Wam odpowiedzieć w kolejnej Gawędzie Starego Ratownika, p.t.: „WYJAŚNIENIE TAJEMNICY ŚMIERCI ANI”…


Piotr van der Coghen
Paryż, Montmartre, 14 sierpnia 2009 r 

Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga