pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

PRIMA APRILIS!

Widziałem już różne poranki 1 kwietnia w górach, związane z robionymi sobie wzajemnie dowcipami, ale pamiętam też pewien szczególny Prima Aprilis w górach, który zapadł mi jakoś głęboko w pamięć…

Kończył się właśnie kolejny turnus narciarski. Po „zielonej nocy” rozochocona, ale też zmęczona setnie młodzież pakowała się do wyjazdu robiąc sobie różne psikusy, które powodowały krzyki, śmiechy i tupoty na drewnianych, więc dość akustycznych schodach schroniska.

Tego dnia nie było już żadnych zaplanowanych zajęć narciarskich, a i kapryśna, wiosenna pogoda nie zachęcała narciarzy do jazdy, więc wraz kolegą-ratownikiem  wyciągnęliśmy się w dyżurce GOPR na naszych kozetkach, jak krokodyle na plaży, drzemiąc smacznie. Pochmurny dzień snuł sie za oknami.
Z tranzystorowego radia sączył się cichutko jakiś sympatyczny jazz...

 Nagle do dyżurki ktoś zaczął wściekle walić. Nieco już rozdrażnieni nocnymi i porannymi hałasami, zareagowaliśmy trochę nerwowo, otwierając z hukiem drzwi dyżurki z zamiarem ostrego przejechania się po żartownisiu, ale na progu stał zapłakany nastolatek. Ów młody gentleman zgłosił, że jego siostra-bliźniaczka złamała nogę na nartach.

Patrzyliśmy na niego z niedowierzaniem: „Cóż to kolego? Jaja sobie robicie?! Prima Aprilis? Byliście na nartach wczoraj ostatni raz i nic się nikomu nie stało. Narty są zamknięte w narciarni. Wieczorem skakaliście wszyscy na pożegnalnej dyskotece, zdrowi jak ryby, a ty twierdzisz, że siostra złamała nogę na nartach? Nie ściemniaj!”
Ale przerażenie chłopca było tak duże, że postanowiliśmy jednak sprawdzić, co się stało i poszliśmy za nim na piętro schroniska.

Faktycznie. W pokoju na podłodze leżała łkająca dziewczynka z twarzyczką szarą od bólu i ze złamaną nogą. Ale jak złamaną! Był to wyłamany staw kolanowy w druga stronę! Tak fatalnie rozpieprzonego stawu dawno nie oglądaliśmy! Na nasze oczywiste pytania o okoliczności zdarzenia młodzież zaklinała się, że małolata złamała nogę na stoku, ale po kilku ostrych, kontrolnych pytaniach przerażonego i wściekłego wychowawcy, pękli…

Prawda była mało romantyczna, ale tym bardziej zaskakująca:
Otóż nastolatka obudziwszy się rano zaczęła narzekać, że to już koniec ferii i jutro trzeba wracać do szkoły. Była tą perspektywą wręcz przybita. Głośno zaczęła wyliczać ile to przyjemności ją teraz ominie.  

Leżąc na łóżku marzyła: „Jakbym sobie teraz nogę złamała… to by było fajnie! Leżenia w łóżku z gipsem na trzy tygodnie. Seriale TV przez cały dzień… Zero szkoły! Raj!”
Jej bratu-bliźniakowi zrobiło się jej żal:
„Słuchaj! – powiedział- Jak chcesz to ja ci złamię nogę”.
Ona na to: „Cudownie! Co mam robić?”
On na to: „Usiądź na tym taborecie i połóż piętę na tamtym”.
Gdy to zrobiła, on skoczył całym ciężarem, obiema nogami na jej zawieszoną między taboretami nogę, łamiąc ją straszliwie w kolanie.(!)

„Czy ciebie Bóg opuścił, kretynie?!” pytamy zbulwersowani. - Odbiło ci?!" 
On na to płaczliwie: „Ja nie chciałem tego!”.
„Jak to nie chciałeś?!!! - krzyczymy -  Przecież to zrobiłeś!”
„To prawda! - On na to z płaczem – ale ja myślałem, że ona żartuje i cofnie tę nogę…”
„Dlaczego więc nie cofnęłaś nogi?” – pytamy połamanej nastolatki.
Ona na to:  „Bo ja myślałam, że on żartuje i nie skoczy…”

*****

Tak więc doceniając olbrzymie, rodzinne poczucie humoru obojga nastolatków, po opatrzeniu i unieruchomieniu omawianej nogi, trzeba było iść i przygotować lądowisko dla śmigłowca sanitarnego, bo to koszmarne złamanie wymagało natychmiastowej interwencji chirurgicznej Szpitala Urazowego...


Piotr van der Coghen
Tatry Polskie,  5 stycznia  2010 r
  

Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga