pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

POCIĄG

Wyglądało na to, że będzie to spokojny wieczór, typowy dla schyłku zimy na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.  Wyciągi narciarskie właśnie kończyły pracę. Ratownicy GOPR wracali na Centralę z patroli i dyżurów pełnionych w terenie. Niektórzy, czekając na wieczorną odprawę drzemali w fotelach…
W tej sennej atmosferze ostry dźwięk telefonu, który rozległ się w pokoju Operacyjnego ma siłę gromu! Ale jeszcze bardziej nieprawdopodobnie brzmią  słowa w słuchawce:  „Katastrofa pociągów! Szczekociny!...”

A nic przecież nie wskazywało na to, że coś tak niezwykłego tego wieczora się przydarzy.
Ratownicy GOPR dyżurujący w Olsztynie zgłosili właśnie przez radiostację,  że zaobserwowali w Rejonie Sokolich Gór aktywność dwóch ekip speleo eksplorujących jaskinie: Koralową i Studnisko, ale według ich opinii: „goście są dobrze wyposażeni i zachowują się dość profesjonalnie, więc raczej nie ma większego zagrożenia, że coś się tu stanie”…  

Na Centrali Jurajskiej Grupy GOPR w pokoju socjalnym ratowników zwanym zwyczajowo „Lotniskiem” nastrojowo dźwięczy gitara, ktośnuci piosenkę "W górach jest wszystko co kocham". Słychać radosne skowyty z psów ratowniczych, z którymi ktoś się bawi…

I nagle ten telefon!
Ale tym razem nie jest to zgłoszenie standardowego na Jurze wypadku: upadku wspinacza ze skał albo utknięcia grotołaza w jaskini, albo złamania kręgosłupa jakiegoś śmiałka w murach ruin zamkowych, ani też częstego tu zaginięcia dziecka w przepastnych jurajskich lasach …
Dyspozytor Pogotowia Ratunkowego z Zawiercia zgłasza katastrofę kolejową! Zderzyły się czołowo dwa pociągi relacji Warszawa-Kraków i Przemysl-Warszawa! Jest 60 rannych! Być może są zabici!

Boże! To tylko 20 minut od nas!!!

Akcja!
Dyżurny ratownik-Dyspozytor Grupy Jurajskiej GOPR w Podlesicach, Katarzyna Górska, spokojnym ale zdecydowanym  głosem ogłasza przez głośniki w Centrali :
„- Uwaga! Zespoły Ratunkowe! Wypadek masowy! Wszyscy ratownicy dyżurni zgłoszą się natychmiast do wyjazdu!”

Trwająca w wieczornej zadumie Centrala Pogotowia Górskiego ożywia się! Zapalają się wszystkie światła! Bieg! Każdy z ratowników dopada do swojego plecaka. Dosznurowanie butów górskich. Wziąć kurtki, apteczki, plecaki, kaski, latarki!

Dyżurny Odpowiedzialny za Akcje i Wyprawy Ratunkowe koordynuje błyskawicznie zespoły ratowników dzieląc je na szturmowe i ten, odwodowy, który musi pozostać w razie ewentualnego jednoczesnego, kolejnego wypadku (np. w jaskiniach).
Do bezpośredniej akcji pierwszego rzutu kieruje dwa terenowe Land Rovery ratunkowe wyposażone w środki opatrunkowe oraz sprzęt ortopedyczny i reanimacyjny.

Kierowcy biegną do garaży żeby wyprowadzić z nich samochody ratunkowe i zagrzać ich silniki.
Jako grupa szturmowa wyjeżdżają nimi świetnie wyszkoleni i niezwykle sprawni ratownicy GOPR, (prawdziwi medyczni komandosi): m.in. Jogi, Mateusz Domagała, Beata Gińska, Agata Pniak, Marcin Latosiński...

Przybywa Naczelnik Grupy Jurajskiej GOPR Adam van der Coghen – szybka decyzja: ściągnąć dodatkowo zespół dyżurny z Olsztyna pod Częstochową (Natalię i Wojtka Gromadzkich)!
I wyjazd Zespołów Szturmowych na miejsce tragedii! Gaz! Gaz!

Na placu manewrowym warkot i migotanie niebieskich sygnałów 2 terenowych karetek.  Trzask drzwi samochodów zamykanych przez ostatnich wskakujących w biegu ratowników GOPR. Szlaban w górę. Ostre wycie syren rozlega się niezwykle głośno w cichych o tej porze Podlesicach.
Jazda! Na ratunek!

Na Centrali GOPR w stanie najwyższej gotowości oczekują na wezwanie Sztabu Akcji przewodnicy psów ratowniczych szkolonych do poszukiwań w zawaliskach: Dagmara Łobejko z psem „Pako”, Irena van der Coghen z psem”Northonem” i Adam van der Coghen z psem „Camelem”. Psy skowycząc dygoczą  z przejęcia. One wiedzą co znaczy ten ruch, ryk silników i jęk syren. Wiedzą, że za chwilę zacznie się rzecz dla nich najprzyjemniejsza: będą szukać uwięzionych ludzi, którzy odnalezieni, zawsze bardzo się cieszą ze spotkania z nimi…

Tymczasem pędzimy szosą w kierunku Szczekocin. Przed nami niektóre wozy strażackie mimowolnie trochę blokują drogę. Są wolniejsze, bo to pożarnicze wozy bojowe, znacznie cięższe od naszych szybkich, terenowych Land Roverów. Wyprzedzamy je. Ostrożnie! Ważne żeby dojechać, a nie, jadąc na ratunek, bezsensownie rozwalić się w jakimś rowie! Pamiętamy starą zasadę : „Martwy ratownik to żaden ratownik”. Kierowcy są niezwykle skoncentrowani na trasie. W mroku ich skupione twarze oświetlają  tylko tablice zegarów.  Ratownicy uzgadniają przez radiostację z Centralą GOPR dokładną lokalizację katastrofy. „Za Szczekocinami w prawo na Chałupki!” – skrzeczy z głośników. Wiemy gdzie!

Na miejscu obrazy przelatują jak w szalonym kalejdoskopie… Karetki pogotowia ratunkowego, wozy bojowe Straży Pożarnej, policyjne radiowozy, mieszające się tłumy ludzi, gdzie trudno się zorientować kto był pasażerem tych pociągów, a kto mieszkańcem okolicznych miejscowości, którzy jako pierwsi spontanicznie pomagali, ale też kto jest zwykłym gapiem, który przyszedł tylko popatrzeć na tragedię innych…

Nadjeżdżają za nami z wyciem kolejne pojazdy ratunkowe. Wśród karetek pogotowia chyba wszystkich, okolicznych powiatów: Zawiercia, Myszkowa, Częstochowy, Jędrzejowa, Sosnowca... dostrzegamy nawet karetki prywatnego pogotowia ratunkowego „ESCULAP” Tomka Wineckiego, ratownika GOPR z Zabrza!
Jogi (st.ratownik GOPR) po zgłoszeniu zespołów GOPR  do kierującego akcją strażaka, łączy się przez radiotelefon z pilotami nadlatujących śmigłowców i jako fachowiec od „ratownictwa z powietrza” koordynuje organizację polowego lądowiska. Samochody strażackie ustawiają się na polanie w wielką literę „C”, której końce niemal dotykają linii lasu oświetlając krawędź. 

W stałej z nim łączności radiowej, korzystając z podawanych przez niego parametrów GPS miejsca tragedii, na zaimprowizowanym lądowisku lądują śmigłowce sanitarne Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z Warszawy i Wrocławia. 
Policjanci wygradzają teren nie dopuszczając na miejsce akcji gapiów, których przybywa. Strażacy stawiają wielkie pomarańczowe, dmuchane i ogrzewane namioty używane podczas katastrof. Wciąż przybywa oświetlenia które zapewniają swymi „najaśnicami” strażacy, ale i też policjanci za pomocą halogenów umieszczonych na masztach swych busów używanych do zdarzeń drogowych.

Dojeżdża do nas kolejnym Land Roverem Grupy Jurajskiej GOPR kierowanym przez Mateusza Leksa, wsparcie w postaci ratowników Natalii i Wojtka Gromadzkich - zespołu Grupy Jurajskiej GOPR z Olsztyna. Jest więc nas-ratowników GOPR, tu na miejscu dramatu coraz więcej. 

Zostajemy skierowani na tory. Do zmiażdżonych konstrukcji. Współpraca ze strażakami, policjantami, strażnikami SOK i ratownikami PCK idzie świetnie. Każdy każdemu pomaga. Kolejne ciała wydobywane wraków rozbitych wagonów, opatrujemy doraźnie, kładziemy na deski ortopedyczne i niesiemy je biegiem do oczekujących karetek pogotowia, gdzie pielęgniarki, ratownicy medyczni i lekarze działają na najwyższych obrotach.

Karetki z kolejnymi rannymi odjeżdżają na sygnałach robiąc miejsce następnym. Niestety, niektórym pasażerom już nic nie można pomóc…

Tych, którzy nie mieli łutu szczęścia aby przeżyć, niesiemy przykrytych workami na deskach ewakuacyjnych, najpierw na miejsce, które  Sztab akcji wyznaczył do gromadzenia zwłok.  Potem do ciemnego wielkiego namiotu. A ciał tych przybywa coraz więcej….

Niektóre są straszliwie zmasakrowane. Niesiemy ciało dziewczyny ze niekształconą  głową, wbitą w ramiona tak, jakby nigdy nie miała szyi. Jest też mężczyzna z połową głowy, ale i taki, którego znalezioną, urwaną głowę przynosi ratownik w rękach po chwili, oddzielnie …

Mimo to żadnych emocji! Nie po to tu przyjechaliśmy. Zarówno żywi jak i martwi potrzebują naszego sprawnego działania a nie żebyśmy się wzruszali.  Działamy zespołowo i solidarnie jak maszyny. Spokojnie ale szybko.
Dla żywych pośpiech - żeby nie cierpieli więcej niż to konieczne. Dla zmarłych – maksymalnie możliwy w tych warunkach, szacunek w obliczu ich śmierci.
Tam i z powrotem z ortopedycznymi noszami. Tam i z powrotem.
Do czasu …gdy z opustoszałych zgniecionych wagonów nie ma już kogo transportować…
Już nikogo i nigdzie…

Wszyscy ranni odjechali ambulansami do szpitali. Dla innych, tylko lekko potłuczonych i zszokowanych pasażerów, Sztab i władze samorządowe Szczekocin zorganizowały w szkołach doraźne, ciepłe schronienie.

Nie jesteśmy już tu potrzebni…

Niebo jaśnieje. Świta. Wyjeżdżamy z miejsca tragedii.
Jak pusto na drodze! Napływa zmęczenie do dygocących mięśni dających przecież  jeszcze przez chwilą z siebie wszystko… Pieką z niewyspania oczy i  niezauważone dotąd, drobne zranienia czy stłuczenia rąk i kolan, wynikłe w akcji.
Szum w głowie…
Jaka cisza!
Opadają emocje. Do mokrych od potu polarów wkrada się zdradziecki chłód. Mimowolnie dygoczemy z zimna.
Jak dobrze jest wracać na naszą ciepłą Centralę do Podlesic...
Umyjemy się z błota i krwi. Plastrem zakleimy skaleczenia. Napijemy się herbaty przygotowanej troskliwie przez kolegów oczekujących w odwodzie, a potem  trzeba będzie przygotować sprzęt do następnego wyjazdu na ratunek…

Na ratunek do kolejnego wypadku, którego czasu i miejsca przecież nie znamy…

A w końcu przyjdzie czas na największe marzenie - zdrzemnąć się kamiennym snem choć na chwilę przed nadchodzącym dniem dyżuru…

O naszych emocjach z wyprawy opowiemy sobie i innym kolegom jutro…

***

Opowiemy,  ale na pewno nie wszystko…  bo te najbardziej wstrząsające obrazy: zmiażdżonych na torach stalowych gigantów, rozdzierających ciemność setek niebieskich błysków pojazdów ratunkowych, wycia syren, krzyków i płaczu ludzi, błota, krwi i kawałków ciał, ale i… straszliwego spokoju zabitych w tej katastrofie – te obrazy pozostaną na samym dnie naszych serc i umysłów na zawsze…

*****

Moim młodym Kolegom - Ratownikom Grupy Jurajskiej GOPR z Podlesic,
oraz ratownikom-wolontariuszom Polskiego Czerwonego Krzyża,
cichym bohaterom akcji pod Szczekocinami –
opowiadanie to, poświęcam…

                                                                                             

Piotr van der Coghen
4 marca 2012 r
 Alpy Austriackie 

Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga