pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

UTONĄĆ W ŚNIEGU

Czy można utopić się w śniegu? Choć to wydaje się nieprawdopodobne – można! Zależy bowiem od ilości śniegu i sytuacji... Pamiętam takie zdarzenie pewnego zimowego dnia w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

 

Zapraszam dziś  na opowiadanie: „UTONĄĆ W ŚNIEGU”

Trwał szczyt ferii zimowych. Beskidzkie stoki były pełne ludzi zgłodniałych śniegu, który po początkowo długim okresie jego braku, sypnął szczodrze. Powiem więcej, sypnął tak obficie, że niesiony wiatrem zaczął tworzyć potężne, dwu i trzymetrowe zaspy świeżego śniegu. Nie było wówczas powszechnych dziś ratraków, więc wyciągowi „deptacze”  (czyli górale pracujący na stoku na nartach z łopatą), ubijali mozolnie swymi nartami trasy narciarskie, rozpoczynając o świcie swą pracę zawsze po pas w śniegu . 

Jednak jazda po tak ubitym stoku wydała się nieciekawa dla grupki dobrze jeżdżących na nartach dzieci, które znudzone „łatwizną”, po pewnym czasie, rozpoczęły zabawę  zjeżdżając na nartach w tak głębokim puchu, że z daleka widać im było znad pokrywy śniegu jedynie pompony na czapkach. Krzykom i śmiechom nie było końca.
Wtem gdzieś w połowie ubitego stoku narciarskiego wyjechała kilkunastoletnia dziewczynka wołając do przejeżdżających narciarzy, o pomoc dla kolegi, który wpadł w śnieg. Mijający ją dorośli narciarze, pamiętając brewerie świetnie jeżdżących dzieci,  brali to za żart i … mijali błagającą ich dziewcznkę bez zatrzymywania się.
W końcu zrozpaczone dziecko zjechało na dolną stację wyciągu, do dyżurki GOPR mieszczącej się w budzie wyciągu narciarskiego.  Zaalarmowani ratownicy też z początku brali jej zgłoszenie za dziecięce wygłupy, ale dziecko było tak przerażone, że po chwili zebrali się i przypiąwszy narty wyjechali z nią wyciągiem do góry. Dziewczynka prowadząc ich zjazdem poza trasą w głębokim po pas śniegu, doprowadziła ich do miejsca gdzie na stromym zboczu, u podnóża potężnego świerka oblepionego białym puchem... tkwiły na powierzchni śniegu,  płasko ślizgami do góry  narty…

Ratownicy próbując wydobyć narciarza z zaspy, musieli odpiąć własne deski i wówczas zaczęli wpadać w śnieg po szyję!  Z trudem, wydobyli chłopca, który zsiniały, już niestety nie dawał oznak życia.  Rozpoczęła się rozpaczliwa reanimacja dziecka, najpierw na miejscu zdarzenia, natychmiast w kopnym śniegu, a potem kontynuowana po zwiezieniu go na dół w dyżurce GOPR.  Nie przyniosła ona niestety rezultatu…

Jak doszło do tragedii? Świetnie jeżdżące na nartach dzieci, szalały w poza trasą wśród zasp. Chłopiec, który uległ wypadkowi w pewnej chwili stracił równowagę i „zapikował" wpadając w zaspę głową w dół. Niestety jego głowa wbijająca się dynamicznie w śnieg, wjechała pod wmarznięte wielowarstwowo w śnieg,  świerkowe gałęzie. Natomiast uwięzione w dokręconych na „R” wiązaniach nogi w silnie zapiętych butach postały na powierzchni zakotwione nartami. Bowiem narty oparte grzbietami o powierzchnię śniegu nie pozwalały na podkurczenie nóg… Ręce chłopca bezradnie grzebały w zaspie nie sięgając do gruntu.  Usta łapiące łapczywie powietrze, którego domagały się płuca - wypełniały się puszystym śniegiem.  Tymczasem kark trzymały z góry wmarznięte w śnieg, zlodowaciałe gałęzie. Do położonej niżej głowy napływała gwałtownie krew.  Pociemniało mu w oczach. Miotając się rozpaczliwie i krzycząc o pomoc,  zaczął się dusić…

Widząc co się dzieje, przerażona koleżanka, ruszyła po pomoc, ale ta, siłą rzeczy, nadeszła  dopiero po pół godzinie. Niestety... o kilkanaście minut za późno!

Piotr van der Coghen
  Zakopane 23 marca 2011 r 

Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga