pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

RWĄCA RZEKA

Ciekawe... Od kilkudziesięciu lat jestem czynnym ratownikiem górskim, ale istotą, którą po raz pierwszy w życiu dał mi los uratować, był człowiek… tonący.

 

Dziś zapraszam na opowiadanie: „RWĄCA RZEKA”

Było to przeszło pół wieku temu, podczas młodzieżowego obozu sportowego.  Poszliśmy grupą popatrzeć na wezbraną po dużych opadach rzekę w rejonie pobliskiej elektrowni. Usiedliśmy na wale obserwując wielką, brudno szarą wodę, niosącą z olbrzymią siłą wyrwane z brzegów pnie i głazy.  Nagle rozległ się krzyk. Jedna z dziewczynek ześlizgnęła się z mokrej skarpy i wpadła do wody, a spieniony, rwący nurt w ułamku sekundy porwał ją i poniósł ze sobą. Dziewczęta zaczęły przeraźliwie piszczeć, a chłopcy zamarli z przerażenia. Siedziałem na brzegu rzeki, kilkadziesiąt metrów poniżej zdarzenia i widząc co się dzieje, odruchowo, bez jakiegokolwiek zastanowienia zsunąłem się ze skarpy trzymając się nisko wiszących gałęzi. W chwili gdy porwana dziewczynka niesiona prądem mnie mijała, chwyciłem ją za ubranie i pociągnąłem z całej siły na brzeg. Dopiero wówczas skamieniała z wrażenia grupa ocknęła się i pomogła nam wdrapać się  po błotnistej skarpie do góry. 
Miałem fart! Gdyby mi się nie udało jej wówczas dosięgnąć – nie miałaby żadnych szans. Rzeka zwężała się w tym miejscu i przyśpieszała, gdyż położone niżej, betonowe gardziele prowadziły spiętrzoną wodę do turbin elektrowni …

* * 

Wieczorem tego dnia miała się odbyć na wsi dyskoteka dla młodzieży, na którą wybierała się „bardziej dorosła” część naszego obozu. Bardzo chciałem na nią pójść, ze względu na podobające mi się koleżanki, ale pani kierowniczka obozu powiedziała, że ja nie mogę wziąć w niej udziału, bo jestem jeszcze zbyt niedojrzały, żeby chodzić na takie imprezy.

Fakt! Byłem znacznie młodszy od kolegów z grupy...

* *
Wiem, że ta dziewczynka dziś żyje. Ma obecnie nowoczesną firmę, męża i dwójkę wspaniałych synów-studentów.
Mieszkają w USA. 

 

 

 

Piotr van der Coghen 
Alpy Sabaudzkie, 2 marca 2010 r.


Komentarze:


 

 

Captcha  

Wróć do bloga