pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

ULICA ROZPACZY

W Kijowie mimo pięknego słońca jest przeraźliwie zimno i to nie tylko dlatego, że wieje lodowaty wiatr, zdzierający z drzew resztki liści… Gdzieś, daleko za plecami zostawiłem złowrogie Muzeum Pamięci Ofiar Wielkiego Głodu, którym sowieccy zbrodniarze komunistyczni zamorzyli w latach 30-tych, 6 milionów Ukraińców… Idę w stronę Majdanu Niezależnosti, nad którym hen, wysoko, świeci złotem wspaniała kolumna Berehini, symbolu wolności… Niestety znów i tu, mimo słonecznego dnia odnoszę koszmarne wrażenie, że nad ulicą krążą niewidzialne upiory… Nic dziwnego. To przecież miejsce kolejnej, nie tak dawnej zbrodni...

Ulica Instystuska... Uprzątnięta dokładnie, nie sprawia dziś wrażenia miejsca straszliwego placu boju, który rozegrał się tutaj tak niedawno... A jednak o tragedii jaka miała tu niedawno miejsce, nie pozwalają zapomnieć zdjęcia zabitych, kwiaty i… prymitywne, zardzewiałe już tarcze bojców „Niebieskiej Sotni” poustawiane na chodnikach i trawnikach, tu i tam.

Jestem tu, wysłany przez polski parlament, z Międzynarodową Misją Obserwacyjną i zastanawiam się: kim byli ci zabici ludzie?
Młodzi i starzy, patrzący teraz na nas z wyblakłych, poustawianych, bądź powieszonych tu zdjęć? Są ich dziesiątki, może setki... Byli na pewno ludźmi marzeń. Uwierzyli, że Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej. Wierzyli, że w ich kraju skończą się rządy wszechwładnych oligarchów, skończy się niszcząca kraj korupcja, że w demokratyczny sposób będą mogli wybierać władze. Że będą żyć i pracować normalnie, w europejskim, przewidywalnym kraju. Może nie od razu, ale w niedalekiej przyszłości… Mieli prawo w to wierzyć, bo przyrzekł im to prezydent ich państwa! Pan Janukowycz dał im przecież słowo!

W chwili, gdy dowiedzieli się, że ich marzenia zmiotła jednym zamachem, zakłamana polityka,  że gdzieś nad ich głowami zdecydowano, że Ukraina nie będzie europejska, ale przeciwnie,  bo wraża, azjatycka, i to w tym najgorszym, bo postsowieckim wydaniu - coś w nich pękło! Ruszyli właściwie bezbronni przeciw uzbrojonym po zęby oddziałom Berkutu…  Pewnie nawet nie czuli, gdy ginęli od kul snajperów…

Jakże to podobne do odległych, naszych, polskich doświadczeń w Poznaniu, na Wybrzeżu czy na Śląsku pod kopalnią "Wujek"...

Jak przeraźliwie w tym miejacu brzmią słowa: "Sława Ukraini! Gerojam sława..."

Dziś na tej ulicy leżą jak w muzeum, relikwie tych wydarzeń: stare, motocyklowe hełmy, łańcuchy, butelki z których robili koktajle Mołotowa, przestrzelone, prymitywne, żelazne tarcze… I mimo, że leżą po prostu na chodniku, nikt ich nie dotyka. Są dla przechodniów święte, tak bardzo, jak święta jest śmierć tych, którzy nimi walczyli o wolność…

To jest magiczne miejsce. Jakby niesamowity czakram emanujący tragiczną energią wokół. Nad tym miejscem unosi się, niewidzialna przecież,  wyraźnie odczuwalna rozpacz. Taka straszliwa., skowycząca rozpacz biednych ludzi. Rozpacz i strach rodzin żyjących dziś w niedostatku. Strach, że społeczeństwo zapomni z czasem o tej straszliwej cenie jaką ich najbliżsi zapłacili za wspólną wolność. O ofierze złożonej z tego, co mamy najbardziej cennego… ofierze własnego życia…

Tych rodzin nie stać na marmurowe pomniki. Przychodzą i taśmą klejącą przymocowują cierpliwie i wciąż na nowo zdjęcia zabitych... do pni drzew, do żelaznych sztachet, do murków…  Szeleszczące, zwiędłe kwiaty i wypłowiałe dwukolorowe chorągiewki porusza wiatr, jakby chciał napomnieć obecnych, żeby nigdy nie zapomnieli o tych strasznych wydarzeniach i o tych ludziach, pełnych rozpaczy i nadziei, którzy wówczas tak gwałtownie odeszli…

I chyba najbardziej wzruszające są leżące na murkach krzyżyki z jesiennych kasztanów, ułożone przez dzieci... a może przez zastygłe z bólu matki zabitych?...

**

W pięknych promieniach słońca, mija mnie młody chłopiec w amerykańskich dżinsach i śliczna, ukraińska dziewczyna. Jest zimno, więc przytulają się do siebie mocno… mocno…

Tak bardzo im życzę, żeby zaczęli żyć w normalnym, bezpiecznym kraju!
W kraju nie najeżdżanym przez czołgi zdradzieckiego, gigantycznego  sąsiada, wysyłającego przez nieszczelną granicę najemnych badytów zwanych "zielonymi ludzikami".  W kraju, w którym zaprzedany prezydent nie wysyła przeciw demonstrantom bandyckich „tituszek”, ani bezwzględnego Berkutu. 
W bezpiecznym Kraju, którego losami nie będą kupczyć cyniczni politycy całego świata, przeliczając wolność tu mieszkających ludzi na swoje zyski, na euro, ruble i gaz…

26 października to dzień wyborów parlamentarnych na Ukrainie. Czy politycy, których teraz ludzie wybiorą, znów nie sprzedadzą się za złoto wpływające do własnej kieszeni? Czy przeciwnie do poprzedników, w tej niezwykle trudnej dla tego narodu chwili, sprostają wyzwaniom i pokusom? Czy będą uczciwie walczyć żeby ten kraj przestał być targany wojną, biedą i korupcją, a żeby zmierzał w kierunku demokracji? Czy spowodują, że ludzie będą mogli tu spokojnie studiować i pracować, kochać się i żyć?...

Co nadchodzący czas przyniesie? Czy zamęt i grabież, czy budującą współpracę?
To jest ważne też i dla nas, bo Polska na swych wschodnich rubieżach potrzebuje przyjaznego, zasobnego i co najważniejsze, zawsze przewidywalnego sąsiada!

Może się tego kiedys doczekamy?

***

Wielkie były między naszymi narodami rachunki krzywd. Obie strony pamiętają wyuzdane okrucieństwa oddziałów UPA mordujących 100.000 dzieci, kobiet i starców z polskich wiosek na Wołyniu czy zbrodnie "własowców" w Powstaniu Warszawskim, ale z kolei na Ukrainie babki opowiadają dzieciom o okrutnych Polakach tłumiących powstania kozackie Nalewajki czy Chmielnickiego, o wbijaniu na pal zbuntowanych Kozaków czy obdzieraniu żywcem ze skóry rezunów schwytanych przez przez polskie wojska pacyfikacyjne...

Opowiadają o aroganckiej, bezlitosnej i wszechwładnej niedyś polskiej szlachcie, której przez wieki na rękę była bieda i ciemnota wsi ukraińskich...

Polątane są te nasze wspólne dzieje.

Dzisiaj nadszedł czas, w którym dla dobra i bezpieczeństwa naszych narodów, musimy ze sobą współpracować. Przecież dziś pamięć o krwawych czasach, grabieżach i gwałtach szwedzkiego Potopu, nie przeszkadza nam we współpracy ze Szwecją, tak jak i okrucieństwo Gestapo i zbrodnia niemieckich obozów koncentracyjnych nie przeszkadzają nam obecnie w przyjaznych konktaktach z Niemcami...

Teraz nadszedł czas dla wspólnej Europy, dający szansę żeby dni, które przyjdą, były słoneczne zarówno dla nich, jak i dla nas. Starajmy się pamiętać każde Dobro, które nas łączy, a nie Zło, które dzieli...

Piotr van der Coghen
skreśliłem w Kijowie na Ukrainie
dnia 25 października 2014 roku 

Komentarze:


 

 

Captcha  

2014-10-26 08:34:45, Iwona Michalik

Dziękujemy za relację i przejmujący komentarz

zgłoś nadużycie

2014-10-26 21:57:50, bikefan

W ostatnich wyborach oddałem głos na pana Piotra, ale po przeczytaniu tego opisu więcej tego nie zrobię...

zgłoś nadużycie

Odpowiedź na komentarz

To szkoda, bo świat potrzebuje pokoju i jego orędowników. Jest wiele serc zapiekłych w bólu, wspomnieniami krwawych wydarzeń naszej historii. I są liczne do tego powody: bowiem za bestialskie morderstwa na Wołyniu nienawidzi się UKRAIŃCÓW, za carskie zsyłki na Sybir, krwawe tłumienie powstań i późniejsze okrucieństwa NKWD - nienawidzi się ROSJAN, za tortury na Gestapo, za obozy koncentracyjne i masowe rozstrzeliwania - nienawidzi się NIEMCÓW, za bezczeszczenie kościołów i rabunki podczas Potopu - nienawidzi się SZWEDÓW... za spalone miasta i wsie, branie w jasyr kobiet i dzieci - nienawidzi się TATARÓW i TURKÓW... itd itd.
I dokąd ta fala nieustającej, historycznej nienawiści ma prowadzić? Ilu trzeba dziś zabić lub zamęczyć obywateli tych krajów, żeby "było sprawiedliwie,a rachunki wyrównane"?
Okrucieństwo, tak jak i Dobro, nie jest przypisane trwale do żadnego narodu. W każdym społeczeństwie zdarzają się zarówno oprawcy, jak i ludzie ofiarni. 
Pamiętać o zbrodniach należy, czcić ofiary należy, ale rozdrapywanie starych ran niczemu nie służy. Bo z żywymi trzeba naprzód iść.
Dziś na Ukrainie kochają i szanują Polaków. Wiedzą, że gdy byli w zagrożeniu okazaliśmy się najbardziej pewnym przyjacielem.
Dziś krzycząc w Kijowie: "Sława Ukraini! Sława Gerojam!" nikomu przy zdrowych zmysłach nie przyjdzie do głowy zawołać "Smiert Lacham!", bo tłum Ukraińców  by go po prostu rozszarpał, jako prowokatora! 
I NIECH TAK JUŻ ZOSTANIE.

Wróć do bloga