pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

DZIEŃ OJCA

To był dziwny DZIEŃ OJCA…
Ponieważ... gdy szereg lat temu urodziła się nam długo wymarzona i wyczekiwana córeczka: Nicole, zasadziłem w swej szalonej radości dąb, aby szybko rósł razem z Nią, duży i silny, rozwijający swe zielone ramiona ku niebu… Oczami wyobraźni widziałem w przyszłości smukłą, niebieskooką blondyneczkę, która będzie świetne pływać, wspinać się, skakać ze spadochronem, jeździć jak szalona na nartach i konno… Takie tam, zwykłe marzenia każdego ojca...

Stało się jednak  inaczej. Wbrew naszym marzeniom Nicole urodziła się niepełnosprawna i właściwie… umierająca. Walczyliśmy więc najpierw o jej życie, a potem aby mogła w ogóle poruszać się i mówić… 

A dąb rósł dzielnie w naszym ogródku, pnąc się ku słońcu coraz wyżej i wyżej. Jeszcze gdy stanowił dopiero tylko sadzonkę, jego pierwsze listki rzucały cień na buzię naszej ukochanej córeczki, śpiącej pod nim, w pachnącej trawie... 
I tak rośli i rozwijali się razem: dziewczynka i drzewo.


* * *
Pewnego dnia, gdy Nicole przywieziono po lekcjach ze szkoły specjalnej do domu, nad lasem kłębił się czarny dym, a nasz dom płonął  jak stos, a razem z nim jak pochodnia płonął nasz piękny, wyrosły wysoko przez te wszystkie lata, dąb…
Dąb naszych marzeń.

Stał potem, obok wypalonych ruin, czarny, zwęglony, wyciągający w niemej rozpaczy swe wypalone ramiona ku niebu. 

Marzyłem, że odrodzi się jeszcze. Zaglądałem doń przez całe lato. Czekałem rok. Niestety jego czarny, zwęglony pień zaczął pokrywać się tylko naroślami i białymi grzybami, nie wydając liści. Był martwy.

Może to przypadek, ale właśnie w Dzień Ojca, ściąłem go zgodnie z otrzymanym z gminy zezwoleniem. Runął z hukiem i trzaskiem pękających, suchych gałęzi, a my czuliśmy jakby skończyła się definitywnie jakaś część naszego życia.  Gdy odciągałem z wysiłkiem jego ciężki pień od ruin naszego domu, aby go pociąć, nasza córeczka Nicole krzyknęła: „- Pomogę ci!” i turlając się na swych grubych nóżkach zaczęła nieporadnie razem ze mną ciągnąć, jedną z jego gałęzi…
Wycie silnika piły łańcuchowej krojącej ten pień, kawałek po kawałku, było ostatnim aktem dramatu, ale wyglądało też jakbym ciął rok po roku, całe jej dotychczasowe życie…  

Ja ciąłem, a moja córeczka odnosiła te polana odkładając na równy stosik, co jakiś czas, sapiąc: „- Ale mi ciężko…” choć drewna nie były ciężkie nad miarę...
A potem spytała nieoczekiwanie: „- Tatusiu! Dlaczego piłujesz?”

„- Bo twoje drzewo spaliło się razem z naszym domem, które podpalili z zawiści źli ludzie. Ale posadzimy ci nowe! Wiesz? Takie duże, duże… Takie które już nigdy nie spłonie”.
Nicole, opuściła pobrudzone sadzą rączki i podnosząc na mnie swe błękitne oczy, powiedziała:
„I będzie już zawsze moje? Takie zielone?… Dziękuję!... Kocham cię tatusiu.”

A ja sobie pomyślałem, że dla takich słów, warto walczyć, warto żyć…
I że żal mi wszystkich, których zły los albo własna wola pozbawiły tego uczucia, które człowiek czuje słysząc, najpiękniejsze słowa na świecie: KOCHAM CIĘ TATO...

Piotr van der Coghen
skreśliłem w Warszawie 24 czerwca 2014 r.

Komentarze:


 

 

Captcha  

2014-06-24 23:52:50, Gość

Zalewalam sie lzami , czytajac to , jak zly los moze okrutnie skreslac nasze marzenia !!!ale röwnierz nastepuje odwrot zlego losu-w nieoczekiwanym momencie !!i obdarza cie nioczekiwanym szczesciem , jak ciebie pieknymi slowami twojej cöreczki!!!!! Ciesz sie kazdym momentem z niä i niä czego z calego serca zycze , Maria

zgłoś nadużycie

2014-06-25 01:24:58, Nadolny Zdzisław

Piotr , moja córka jest taką , jaką opisałeś w swoich marzeniach . Ratownik , jaskiniowiec , spadochroniarz . Ty jesteś dla niej Guru . A ja mam przyjaciela takiego jak Twoja córeczka . I dobrze nam razem , gdy jesteśmy ze sobą . Pozdrawiam serdecznie Ciebie i twoich najbliższych ! Ps. Ja posadziłem Swierka . :)

zgłoś nadużycie

2014-06-25 08:42:21, agnieszka

Mój synek uczeń szkoły specjalnej nie powie nigdy więcej niż Mama ale jest najcudowniejszym człowiekiem na świecie, pozdrawiam p Piotrze

zgłoś nadużycie

2014-06-25 11:03:59, Gość

Łzy poleciały mi po twarzy. Więcej takich cudownych chwil życzę!

zgłoś nadużycie

2014-06-26 14:38:21, TADEUSZ Arkit

Warto żyć, aby spotykać takich ludzi jak Ty, Piotrze :-)

zgłoś nadużycie

2014-06-26 21:22:09, GośćBeata Kijak

Panie Piotrze ,doskonale wiem jak wielkim zwyciestwem jest pierwsze słowo uśmiech czy krok naszych niepełnosprawnych dzieci moj syn Bartosz to wspaniały młody mężczyzna ,który każdego dnia daje dowody na to że warto walczyć o każde życie pozdrawiam i życzę dużo wspaniałych dni w towarzystwie córeczki

zgłoś nadużycie

2014-10-14 18:20:22, Marek B.

Panie Piotrze. Życie jest trudne, doświadcza nas w taki sposób którego nieraz nie rozumiemy, a dziecko to jest największy skarb jaki można sobie wyobrazić. Ja mam dwójkę zdrowych dzieci i powiem szczerze też same kłopoty jak to z dziećmi. Też zasadziłem kilka drzewek i też myślałem że córka będzie moją "księżniczką". Stało się jak się stało. Dzieci podrosły, są już pełnoletnie, a moje marzenia pozostały tylko w Tatrach. tam z żoną chodzimy co roku po szlakach, wspinamy się w górę i w górę, ale sami. Dlatego, uważam, że kocha się to co się ma, a reszta z czasem sama przyjdzie lub sama odejdzie. Pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości i miłości :)

zgłoś nadużycie

2014-10-20 19:15:02, Michał Sz

Mało kiedy piszę z własnego imienia w Internecie. Studiuję, jestem młodym człowiekiem - zupełnie nie trafiam w target Pana blogu. Mimo wszystko jego odkrycie sprawiło, że stał się Pan politykiem którego darzę sympatią. Przeczytanie tego postu naprawdę mnie poruszyło. Młodzieżowo napiszę więc: trzymaj się! Choć wydarzenia najnowsze nie są, pewnie dalej odczuwa Pan ich skutki. Życzę jak najlepiej.

zgłoś nadużycie

Wróć do bloga