pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

RYTUALNY UBÓJ.

Co jakiś czas przez nasz kraj przetacza się fala histerii. Teraz jej inicjatorami są przeciwnicy tzw. uboju rytualnego. Doszło do tego, że szanowane w niektórych kręgach osoby deklarujące się etykami, przyrównują tę formę uboju, do zniesionego, hinduskiego obyczaju „sati”, polegającym na rytualnym spaleniu wdowy na stosie pogrzebowym wraz ze zwłokami męża. A mnie zastanawia tak wielkie oburzenie u codziennych smakoszy świeżej szyneczki czy schabowego…

Jakoś nikomu, z tych deklaratywnie „wrażliwych” osób nie przeszkadza, że na co dzień delektują się wędlinami, pasztetem czy pieczenią, jakby nie miały świadomości, że jest to smakowite żucie spreparowanego ciała zamordowanych, a przecież tak lubianych przez nas zwierząt.

 Te głośne protesty każą przypomnieć, że miliony ludzi codziennie zabijają i zjadają miliony istot innego gatunku i jakoś zdecydowanej większości społeczeństwa to nie przeszkadza. Nikomu też nie przeszkadza używanie skórzanych butów, pasków, kurtek i kożuszków...

 A bynajmniej nie od uboju zaczyna się straszliwa gehenna naszych „braci mniejszych”. W wielu miejscach na świecie już sam chów jest dla nich długotrwałą torturą. Zwierzęta hodowane głównie w celu ich uboju, są przetrzymywane często w nieludzkich warunkach, powodujących ich niewyobrażalne cierpienia i w takich też warunkach są tuczone dla szybkiego wzrostu ich tłuszczu lub masy mięśniowej.

 Niech się też nikomu nie wydaje, że zwierzę nie boi się śmierci. Podczas każdego uboju zwierzęta przeżywają straszliwy stres, mając instynktownie świadomość, że idą na rzeź… Podkreślają to czasem fachowcy branży spożywczej, ubolewając, że brutalne traktowanie zwierząt i ich przerażenie przed śmiercią mają zły wpływ na smak pozyskiwanego z nich mięsa…

 Zastanawia też histeria rozpętywana wokół myśliwych, okrzykiwanych przez część miłośników zwierząt  jako „morderców biednych istot”. 

I znów ta hipokryzja!  Przecież koła łowieckie pomagają przetrwać dzikim zwierzętom żyjącym w ich naturalnym środowisku dokarmiając je zimą i chroniąc przez długi czas przed kłusownikami i watahami bezpańskich psów, rozszarpujących osłabione głodem zwierzęta.

 Przyznam szczerze, że nie wiem co wybrałyby zwierzęta gdyby mogły mieć wpływ na swój los? 

Czy być wolnym i szczęśliwym przez szereg lat, dziko żyjąc w lesie – a ewentualnie zakończyć niespodziewanie swe życie z karabinową kulą w sercu?
Czy żyć jako tucznik w ciasnym pomieszczeniu oświetlanym żarówką, całe życie z łbem w pełnym karmiku (a tyłkiem we własnych odchodach), być potem transportowanym w strasznych warunkach – i zginąć, stojąc w rzeźni w długiej kolejce do umierania...
Ja osobiście wolałbym chyba spędzić życie na wolności i... na końcu dostać tę nieszczęsną kulę...

 Już nie wspomnę o zdarzających się przypadkach, że nieskutecznie ogłuszone zwierzęta są w ubojniach żywcem wrzucane do wrzątku i obdzierane ze skóry. Czy komuś się wydaje, że nieszczęsne zwierzę nie czuje i nie cierpi? Że ono nie słyszy rozpaczliwych krzyków swoich zabijanych braci?

 Więc, jeśli tak zależy nam na dobru zwierząt, to przestańmy je po prostu jeść. Przerwiemy tym samym cierpienie milionów tych istot… Choć, niestety, nie sądzę, żeby większość społeczeństwa zdecydowała się na to kiedykolwiek. Tradycje i przyzwyczajenia żywieniowe zawsze będą górować nad współczuciem…

 A protesty wobec uboju rytualnego?… to jakiś temat zastępczy.

 Przecież zwierzęta umierają dokładnie tak samo jak ludzie. 

Czy wiecie jak się umiera z wykrwawienia? Tę prawdę znają żołnierze i ofiary wypadków: Po przerwaniu dużych naczyń krwionośnych, w zależności od skali ich uszkodzenia, tracimy stopniowo lub błyskawicznie z organizmu rzecz najcenniejszą – krew. Krew, która jest niezbędna do życia, między innym i dlatego, że jest nośnikiem tlenu do najdalszych zakątków ciała. Gwałtowny spadek ciśnienia krwi w mózgu powoduje w konsekwencji utratę przytomności. Przy dużej utracie krwi – natychmiastową. Przy wolnej – następuje proces zasypiania… zasypiania snem, z którego coraz trudniej się wybudzić. 
W końcu snem wiecznym.

Dlatego też, na co dzień, ratując ludzi będących ciężko rannymi ofiarami wypadków z ranami krwotocznymi, wykonujemy czynność odwrotną: tamujemy krwawienie, podajemy dożylnie płyny krwiozastępcze i stosujemy reanimację. I nie pozwalamy zasnąć! Tak próbujemy cofnąć nadchodzący nieubłaganie czas ich umierania…

Rytualny ubój nie polega więc, wbrew powszechnym opiniom,  na mrocznych praktykach odprawianych po jakichś dzikich tańcach przez czarnoksiężnika znęcającego się przy płonącym stosie nad zwierzęciem i wyrywającemu mu żywcem serce. 

Rytualny ubój, w swym założeniu, polega po prostu na spowodowaniu szybkiej śmierci przez szerokie otwarcie tętnic istoty zabijanej.

 Że jest to widok makabryczny dla osób, które mdleją na widok krwi wyciekającej ze skaleczonego palca?  Z całą pewnością!

 Ale niech mi nikt nie mówi, że „zwykłe”, „bezkrwawe” tłuczenie pałą w łeb albo zabijanie zwierzęcia przez rażenie prądem, czy specjalnym pistoletem do ogłuszania (często tak nieskutecznym, że czynność trzeba kilkakrotnie ponawiać),  jest bardziej humanitarne.

W tej sytuacji, albo zrezygnujmy ze smakowitej konsumpcji tradycyjnego „tatara z jajkiem” (do czego zachęcam!), albo przynajmniej zabijając, stosujmy metody powodujące jak najmniej cierpień istotom, które zjadamy. 

A ja wcale nie jestem przekonany czy ubój „zwykły”, jest mniej bolesną metodą, niż "rytualny"… Tym bardziej, że wszelkim ubojom towarzyszy niechlujność, wadliwy sprzęt do zabijania i pośpiech spowodowany chęcią zysku...

Natomiast wyznawany światopogląd ma tu niewiele do rzeczy.

Bo jeśli chodzi o los zwierząt, jest mi kompletnie obojętne, kto kupuje które mięso... 

Piotr van der Coghen
Warszawa dnia 8 grudnia 2012 r 

 

Komentarze:


 

 

Captcha  

2012-12-08 18:54:33, mstachowiak51@hotmail.com

to głos rozsądku popieram proszę to wygłosić w Parlamencie

zgłoś nadużycie

Odpowiedź na komentarz

Wygłosiłem. W dniu 10.12.2012 r po godzinie 21!

2012-12-11 20:54:08, Janina Polak

Pewne jest,że jeszcze długo większość ludzi nie przejdzie na dietę zupełnie bezmięsną; i chociaż temat rytualnego uboju jest chyba tematem zastępczym, o ile się orientuję w UE i w krajach cywilizowanych obowiązują przepisy prawne obligujące do humanitarnego transportu zwierząt, humanitarnego ich traktowania i uboju, zapewnienia dobrych warunków w trakcie hodowli; niestety w Polsce nie jest podobno z tym najlepiej i sądzę, że powinno się to radykalnie zmienić. Oglądałam kiedyś film ( chyba w "Planet' i byłam wstrząśnięta wręcz sadystycznym traktowaniem zwierząt. Myślę, że dobrze byłoby gdybyśmy postępowali wg. słów poety:"dla zwierząt bądź człowiekiem ..."

zgłoś nadużycie

2012-12-12 20:53:19, agha

W powyższym wpisie zaintrygowało mnie postawione przez Pana pytanie „Co wybrałyby zwierzęta gdyby mogły mieć wpływ na swój los?”. Szkoda, że w odpowiedzi przedstawia Pan jedynie dwie alternatywy: życie dzikiego zwierzęcia, które nagle może być mu odebrane przez człowieka (według mojej wiedzy myśliwi zabijają nie tylko zwierzęta, którym już udało się „pożyć” na łonie natury i teraz już tylko czekają na tą „nieszczęsną kulę”) versus życie zwierzęcia hodowlanego, które od narodzin nieustannie wypełnia jedynie ból, cierpienie i strach, a apogeum tych odczuć następuje w momencie zabicia – chyba, że wcześniej zakończy swój krótki żywot w piekle ciężarówki długodystansowego transportu (raport na temat transportów pod linkiem: http://ratujkonie.pl/wp-content/uploads/2011/03/Prezentacja_8hours_02_2011_Foto1.pdf). Dlatego nie dziwi wybór pierwszego zarysu życia – ale to nie jest żaden argument za myślistwem, ale argument PZRECIWKO hodowli przemysłowej zwierząt – i tutaj ma Pan absolutną rację. W tym kontekście powrócę do kwestii, której poświęcony jest ten wpis – a zatem tzw. uboju rytualnego. Opisuje Pan jak „z założenia” POWINIEN wyglądać ten ubój. Jednak tutaj narzuca się pytanie JAK WYGLĄDA W PRAKTYCE ubój rytualny dokonywany w polskich rzeźniach. Czy nie są to te same rzeźnie, które dopuszczają się tylu uchybień i zaniedbań dokonując uboju z ogłuszeniem? Czy zwierzęta, którym odbiera się życie poprzez ubój rytualny są hodowane z poszanowaniem ich choćby elementarnych praw? Otóż odpowiedzi na oba te pytania są twierdzące. Z założenia szybka śmierć tak naprawdę sprowadza się do zadania nawet 60(!) cięć (takie naukowo potwierdzone fakty podaje raport z europejskiego projektu badawczego Dialrel 2008-2010). Dodatkowo „poddawane ubojowi rytualnemu zwierzęta nie tracą świadomości natychmiast po podcięciu szyi i doznają skrajnego cierpienia spowodowanego bólem rany, gwałtownym spadkiem ciśnienia krwi i w wielu wypadkach duszeniem się krwią często pomieszaną z zawartością żołądka, która dostaje się do przeciętej tchawicy i płuc” (List 91 naukowców polskich do premiera – protest w sprawie uboju rytualnego). Konkludując: nie można krzyczeć się przeciwko ubojowi rytualnemu, przy jednoczesnym choćby cichym przyzwoleniu na ubój z prawnie wymaganym ogłuszaniem. Tak w jednym, jak w drugim przypadku nie ma mowy o humanitaryzmie, a liczy się tylko pieniądz. Dlatego bardzo cenię sobie Pana wpis – choć są w nim również stwierdzenia, z którymi zgodzić się nie mogę (pisałam o tym na wstępie). W sprawie samego uboju rytualnego od rządu polskiego oczekuję całkowitego jego zakazu – skoro Trybunał Konstytucyjny orzekł niezgodność uboju rytualnego z obowiązującym w Polce prawem nie widzę żadnego powodu by robić krok wstecz. Ustawa o ochronie zwierząt wymaga zaostrzenia i jej respektowania (!), a nie łagodzenia poprzez skreślanie zapisów niewygodnych dla PSL. Kontynuacją tej decyzji winny być kolejne działania w celu minimalizacji eksploatacji zwierząt. Takie działania nie tylko są możliwe, ale wręcz KONIECZNE. Ludzie NIE CHCĄ patrzeć na krzywdę zwierząt, zasłaniając swe oczy przyzwyczajeniem, tradycją, wygodą, zyskiem finansowym, ..., czasem wręcz złą wolą. Ale to nie znaczy, że ta krzywda się nie dzieje, czy mniej boli. Na koniec pozostaje mi przywołać słowa Paula McCartney’a: "Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem".

zgłoś nadużycie

Wróć do bloga