pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

Aborcja

Co jakiś czas przetacza się przez naszą politykę lub media, a czasem jednocześnie, drażliwy dylemat: kiedy właściwie powstaje człowiek? Czy z chwilą urodzenia, czy nieco wcześniej, gdy łączą się dwie gamety: męska i żeńska.
Temat ten dzieli społeczeństwo na dwa, skrajnie wrogie obozy, które w okopach swych przekonań trwają zaciekle nie chcąc przyjąć żadnego argumentu strony przeciwnej.


Osobiście nie jestem przekonay, że zaostrzenie prawa w tym zakresie i koncepcja surowych sankcji w postaci więzienia dla osób zaplątanych z dokonanie aborcji, to najbardziej skuteczny sposób na przeciwdziałanie zabiegom aborcyjnym.

Bowiem nigdy strach nie był dobrym motywatorem poczynań ludzkich.
Bo oprócz straszenia ludzi więzieniem, brakuje mi w społeczeństwie spokojnej, bardzo szerokiej i wyważonej debaty: dlaczego aborcja jest złem?
Bo złem niewątpliwie jest.

Mało się dziś mówi, że sama koncepcja aborcji jest po prostu nieszczęściem. Nieszczęściem maleńkiej istoty, która ginie, ale i też straszliwym nieszczęściem jej rodziców, którzy akceptują zabicie własnego 
dziecka…


Mówi się też zbyt często o prawie matki do decyzji o aborcji, zapominając o ojcu, którego pozbawiono prawa o współdecydowaniu o losie poczętego dziecka. Pamiętajmy, że wszystko ma swoją cenę i takie postawienie sprawy powoduje, że mężczyźni czują się zwolnieni od odpowiedzialności w tej kwestii.


Zapomina się też, że poczęte dziecko powinno mieć takie same prawo do życia, jak każda istota na tym świecie.

Najbardziej trafnie i lapidarnie ujął tę kwestię Prezydent USA Ronald Regan, który powiedział:

„Zauważyłem, że wszyscy zwolennicy aborcji zdążyli się już urodzić”.


Zwolennicy legalizacji aborcji przedstawiają argument istnienia podziemia aborcyjnego. Faktem jest, że istnieje ono w naszym kraju. Istnieje jednakże tak samo jak i dilerka narkotykowa, ale przecież z tego tytułu trudno legalizować zarówno zabójstwa

nienarodzonych dzieci jak i narkotyki.


Bo jednak dziecko w łonie matki to jest ŻYCIE.
ŻYCIE, które powinniśmy chronić jako dobro najwyższe.
ŻYCIE LUDZKIE, które w każdej postaci jest przecież wartością tak bezcenną, że czasem inni ludzie-ratownicy (w górach, na morzu, czy wobec katastrof), stawiają dla jego ocalenia na szali - swoje własne bezpieczeństwo…


Przecież od chwili gdy dociera do nas wiadomość o poczęciu nowego istnienia, wybieramy dla niego imię. Rozmawiamy z nim, puszczamy dobą muzykę by rozwijał się w dobrym nastroju. Staramy się unikać dla niego i jego matki stresu, hałasu i szkodliwego otoczenia. Akceptując fakt innego traktowania kobiety w ciąży, w każdym cywilizowanym społeczeństwie, zgadzamy się przecież na to, że już poczęło się w niej nowe życie.
Powiem więcej: nawet sprawca śmierci kobiety w ciąży jest na całym świecie

traktowany inaczej… niemal jak podwójny morderca...

 

Inną sprawą jest, gdy stajemy przed dramatycznym dylematem medycznym, kiedy trzeba podjąć okrutna decyzję: czy przeżyć ma matka czy dziecko? Wówczas nie powinno być niestety wątpliwości - nie można tworzyć życia kosztem życia innego człowieka... i życie matki powinno jednak być najwżniejsze. Chociażby po to aby dać jej kiedyś szansę na poczęcie nowego życia...


Przed bodaj najtrudniejszym dylematem stajemy gdy poczęcie dziecka jest skutkiem gwałtu.
Rodzi się pojęcie: „dziecko przestępcy”. Czy słusznie? Przy całej tragedii jaką niesie  zbrodnia gwałtu, jestem przekonany, że sprawa przekazanych przez złoczyńcę genów, jest tak naprawdę drugorzędna i kwestia ich pochodzenia z przestepstwa nie ma kluczowego znaczenia dla faktu kim będzie tak ohydnie poczęty człowiek.

Bo przecież, już kiedyś postawiono pytanie: 
- Gdyby ci przyszło decydować o tym w jakiej rodzinie dokonać aborcji: w zdegenerowanej rodzinie alkoholików, czy w rodzinie uczciwych, solidnych rzemieślników, to co byś wybrał?

Nad odpowiedzią warto się poważnie zastanowić, bo potomkiem tej pierwszej rodziny  był: Ludwig van Beethoven, a tej drugiej - Adolf Hitler...


Warto czasem wrócić myślą do polskiego serialu „Dom” i do postaci zaszczutej przez sąsiadów, polskiej, brzemiennej dziewczyny, której ciąża była skutkiem dokonanego na niej zbiorowego gwałtu hitlerowskich własowców w Powstaniu Warszawskim… i o tym jaką miłość przyniosło później  w powstającej nowej rodzinie ludzi okrutnie przez

wojnę doświadczonych, to  niewinne przecież niczemu maleństwo...

 

Mówi się o tym, że rodzice przekazują dziecku swe wyjątkowe, wspaniałe geny. Uważam, że to objaw straszliwej, ludzkiej pychy.  Stąd też awantura o In vitro. Pychy prowadzącej do tego, że nie mogąc mieć własnych dzieci, nie mamy zamiaru zająć się "obcym" dzieckiem łaknącym domu i miłości. Nie! musimy za wszelką cenę mieć własne, ze swoimi niezwykłymi genami. Pychy prowadzącej paradoksalnie, czasem po rozwodzie do zaciekłej walki pomiędzy zwaśnionymi rodzicami o prawo do "własnego" dziecka (często bez brania pod uwagę kwestii jego prawdziwego dobra). 

 

Warto też pamiętać, że tak naprawdę to, kim będzie człowiek gdy urośnie, zależy w poważnej mierze nie od rodziców biologicznych, ale od tych, którzy dziecku zapewnią dom.  Przecież kluczową kwestią  jest fakt kto pokazuje dziecku „gwiazdy i pierwszy śnieg na świerkach”. Ważą jest też atmosfera, jaką dziecko wyniesie z domu rodzinnego: czy będzie świadkiem awantur, pijatyk zdrad i braku wzajemnego szacunku członków rodziny, czy też będzie wyrastało w domu, może biednym, ale ciepłym,

pełnym miłości i życzliwości do świata i ludzi.

 

Jest jeszcze kontrowersyjna kwestia perspektywy narodzin dziecka niepełnosprawnego i oczekującej nas z nim dalszej, życiowej gehenny. Ale czy w związku z tym musimy to niepełnosprawne dziecko zabić? Dla naszego wygodniejszego życia, dla dostatku, dla lepszych perspektyw? Przypomina to zwyczaje okrutnej Sparty, w której zgodnie z obowiązującym tam prawem porzucano na cmentarzysku niepełnosprawne noworodki lub zrzucano ze skały osoby nieuleczalnie chore, kalekie, stare i niedołężne.
Fakt! Osobom pozostałym żyło się wówczas lepiej, łatwiej i bez zobowiązań…


Mogę dziś o tym mówić bo kiedyś i mnie zapytano: - Czy TAKIE dziecko ma żyć? Pytanie postawione przez lekarza dotyczyło naszej najmłodszej córeczki Nicole, będącą w chwili porodu w stanie krytycznym. Zdecydowanie potwierdziłem, i dziś pomimo, że moje dziecko nie zna pojęcia czasu, nie umie i nie będzie nigdy czytać ani pisać, ma poważne kłopoty z wyrażaniem myśli i  jest bezradne w wielu podstawowych czynnościach życiowych – to, gdy leżąc na trawie przytula się ufnie do naszych psów ratowniczych, jestem szczęśliwy, że jednak żyje.


Mam niepodparte wrażenie, że w zaciekłych kłótniach i sporach o wolność człowieka i prawo wyboru, gubi się gdzieś prawo do własnego losu tej maleńkiej, bezradnej istotki, ukrytej w łonie matki.
Istotki, która ma tylko nas... osoby najbliższe,  które przecież powinny jej  za wszelką cenę 
bronić…


Komentarze:

2011-11-22 22:55:35, Janina Polak

1.pragnienie posiadania genetycznego dziecka niekoniecznie jest podyktowane pychą;przede wszystkim jest to instynkt przedłużenia gatunku którego nie da się tak prosto wyperswadować; poza tym istnieje tzw. prawo naturalne ( podstawa wszelkiego prawa ),które głosi,że każdy człowiek rodzi się wolnym, z prawem do życia i rozmnażania. Jeżeli więc nauka umożliwia sztuczne zapłodnienie to niby dlaczego nie powinni ludzie ( w pewnych wyjątkowych przypadkach) z takiego dobrodziejstwa skorzystać? Żaden Kościół nie ma patentu na bezwzględną prawdę; a przecież nawet jest w religii wręcz nakaz rozmnażania się.In vitro, czy w łóżku jest to naturalne bo właśnie genetyczne ( naprawdę rodzaj wykonywanych ruchów nie ma w tym procesie większego znaczenia). 2. Niewiele jest ludzi, którzy nadają się do wychowywania cudzego dziecka tak jak własnego; do takiej miłości nie można też zmuszać - można tylko wychowywać i uwrażliwiać.Niestety edukacja w Polsce nie jest wszechstronna a problemy z adopcją niemałe. 3.Jeśli chodzi o urodzenie dziecka poczętego w wyniku gwałtu, to jeśli kobieta chce urodzić, to jest to jej niezbywalne prawo. Uważam jednak, że ma ona równie niezbywalne prawo do aborcji w takim przypadku, bo zmuszanie jej do rodzenia jest perfidną aprobatą przestępstwa. 4.Maleńka istotka w łonie matki może urzeczywistnić swoje niezbywalne prawo do własnego losu tylko przy pomocy dorosłych conajmniej życzliwych mu ludzi dopiero po urodzeniu. Ta życzliwość i miłość nie jest wcale wbrew pobożnym życzeniom zbyt częsta, więc prawo maleńkich istotek w łonie matki, o którym dość często mówimy jest nieco abstrakcyjne i niemożliwe przez nie osobiście do wyegzekwowania.Dlatego nikt nie wymyślił nic lepszego od świadomego macierzyństwa i edukacji pod tym kątem młodych dziewcząt i chłopców.

zgłoś nadużycie

Możliwość dodawania komentarzy została już wyłączona.

Dlatego też zgodni jesteśmy co do tego, że najważniejsza jest edukacja młodych ludzi. Uświadomienie im co kryje się za pojęciem i czym są: aborcja, a czym adopcja. Co to jest instytucja małżeństwa, odpowiedzialne ojcostwo, macierzyństwo... Odnoszę wrażenie, że w polityce zbyt łatwo wprowadza się restrykcyjne prawo nie dając zwykłym ludziom żadnego wsparcia chociażby w postaci wiedzy.
Tak było przy wprowadzeniu obowiązkowych parytetów płci na listach wyborczych. Jestem przekonany, że więcej kobiet poszłoby do polityki z własnej woli, gdyby odciążyć je trochę od codziennych obowiązków i pomóc im w opiece nad dziećmi tworząc gęstą sieć żłobków, przedszkoli, świetlic, domów kultury...
Same nakazy i zakazy ważą mniej niż ludzkie przekonania.

Wróć do bloga