pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

O DEREGULACJI PRZEWODNIKÓW GÓRSKICH RAZ JESZCZE

W czasie gdy planuje się likwidację pilotów i przewodników miejskich i terenowych, argumentem za utrzymaniem przewodników górskich, jako zawodu regulowanego, pozostaje już chyba jedynie gwarantowanie przez nich bezpieczeństwa. Dla porządku, warto więc chyba przypomnieć jedno z kilku zdarzeń z udziałem turystycznych przewodników górskich…

Wydarzyło się  to 11 listopada 1979 roku. W ramach licznie w owym czasie organizowanych przez środowisko akademickie wycieczek górskich, do schroniska na Markowych Szczawinach pod Babią Górą, przybyła około południa kilkudziesięcioosobowa wycieczka uczelnianego Koła PTTK przy Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Grupa była zmęczona marszem utrudnionym przez  niezbyt sprzyjające warunki pogodowe, na które składał się intensywny opad śniegu występujący, przy kilkustopniowym mrozie i silnym, porywistym wietrze.

Z całej przybyłej do schroniska ekipy, po godzinnym odpoczynku, tylko 6 osób zdecydowało się na dalsze wyjście  w góry w celu osiągnięcia pozornie łatwego szczytu Babiej Góry.
Mimo fatalnej pogody nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Wręcz przeciwnie. Sytuacja była wręcz komfortowa. Grupę prowadził Przewodnik Beskidzki (klasy I), mając profesjonalne wsparcie w drugim uczestniku posiadającego uprawnienia Przewodnika Beskidzkiego (III klasy).  Pozostałe cztery osoby były młode, sprawne i pełne zapału do uprawiania turystyki górskiej w każdych warunkach.

Niestety, gdy osiągnęli grzbiet Babiej Góry, na otwartej przestrzeni uderzył w nich wściekle wiatr zbijający wręcz z nóg podchodzących.  Walcząc z jego naporem, sieczeni śniegiem i drobinami lodu turyści przeszli Złatnicę i Pośredni Grzbiet, lecz wiatr wiejący w temperaturze – 5 st C, z tą siłą sprawiał, że temperatura odczuwalna wynosiła ok. – 30 st C. Przemrożona i wyczerpana walką z wichurą grupa zawróciła więc sprzed kopuły szczytowej zwanej Diablakiem…

Niestety zapadał już zmierzch. W ciemnościach i mgle wątły snop światła z latarek turystycznych oświetlał co najwyżej czubki zaśnieżonych butów wędrowców. Ponadto tradycyjne oblodzenie grzbietu Babiej Góry powodowało, że intensywnie padający śnieg był  natychmiast zwiewany przez silny wiatr i nie pozostawiał żadnych śladów przejścia, mogących bardzo pomóc w orientacji przy powrocie…

W tych koszmarnych warunkach, oklejona śniegiem i szarpana wiatrem ekipa, ślizgając się i  zataczając na lodzie, próbowała wrócić szlakiem przez Przełęcz Bronę do schroniska. Niestety w braku jakichkolwiek punktów orientacyjnych na płaskim grzbiecie Babiej - zaczęli błądzić. Prawdopodobnie w rejonie Lodowej Przełęczy stracili zupełnie poczucie kierunku i zboczyli na stromo oberwane od północnej strony zerwy Kościółków.

Gdy uświadomili sobie, że znaleźli się już wśród głazów i progów nie przypominających bynajmniej przebytego poprzednio szlaku turystycznego, kierownik grupy  nakazał, aby trzy kobiety i mężczyzna pozostali na miejscu a on w towarzystwie drugiego Przewodnika Beskidzkiego ruszył na poszukiwanie szlaku. W pewnej chwili jeden z nich spadł z pokrytych śniegiem i lodem skał, odnosząc ciężkie obrażenia. Drugi dotarł doń, próbując go zabezpieczyć a następnie zszedł w dół docierając w końcu w ciemnościach do schroniska na Markowych Szczawinach. Tam zawiadomił dyżurnego ratownika GOPR.

Natychmiast bezpośrednio ze schroniska, a także z Suchej Beskidzkiej i Bielska, wyruszyły wyprawy ratunkowo-poszukiwawcze GOPR, próbujące zlokalizować turystów zaginionych we mgle i zadymce śnieżnej w niedostępnym, skalnym terenie. Akcja prowadzona w opisanych wyżej, fatalnych warunkach atmosferycznych, trwała całą noc.

Gdy ratownicy GOPR odnaleźli w końcu pozostawionych przez przewodników turystów, ci mieli ciężkie odmrożenia i byli w skrajnej hipotermii. Tragicznym, chichotem gór był fakt, że w plecakach mieli dodatkową odzież, której stojąc w ciemności w eksponowanych miejscach, bali się użyć…

Gdy odnaleziono przewodnika, który spadł – ten już nie żył. Długa akcja reanimacyjna, prowadzona w miejscu odnalezienia, nie przyniosła żadnych efektów…

****

Przykład ten, (choć niestety nie jedyny), jest argumentem uzupełniającym do pytania: czy rzeczywiście kwalifikacje z zakresu historii, przyrody, etnografii itd. itd. są w oferowanej usłudze przewodnickiej najważniejsze?

A jeśli uznamy, że najważniejszym walorem, dla którego wynajmuje się przewodnika, jest bezpieczeństwo, to czy wykwalifikowani wobec obecnych standardów przewodnicy są na pewno w stanie je zagwarantować?

Wszak zaginionych turystów i ciało zabitego przewodnika odnaleźli jeszcze tej mroźnej nocy, w tej samej, nękającej wichurze i mgle – ratownicy górscy, którzy dziś, w świetle obowiązującej regulacji – nie mają prawa prowadzić grup turystycznych po górach, zapewniając im bezpieczeństwo…

****

Więc jak to jest z tymi kwalifikacjami?
Ważny jest regulowany zawód, uzyskany urzędowo w urzędzie marszałkowskim czy autentyczna wiedza górska?

A może zgodnie z duchem ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach (…) nie regulujmy zawodu przewodnika górskiego, tylko żądajmy, aby człowiek, który podejmuje się prowadzić ludzi po górach, znał się na nich rzetelnie i w razie niepowodzenia ponosił wszelkie wynikające z tego konsekwencje (m.in. odszkodowawcze) oraz musiał przed sądem udowodnić, że zdarzenie, do którego ewentualnie doszło był to nieszczęśliwy wypadek wynikły ze względów obiektywnych, na które on sam nie miał wpływu…

A może odpowiedzialność za poziom jego wyszkolenia powinna ponosić też pośrednio instytucja, która mu ten tytuł nadała i go autoryzuje? Na przykład Koło Przewodnickie, bądź Klub?

Może gdyby doszło do wypadku, którego powód wskazywałby ewidentnie na  ignorancję górską przewodnika, powinno się ogłaszać nazwę Klubu czy Koła Przewodnickiego, do którego ów przynależał? Wydaje się, że przyczyniło by się to znacząco do poczucia odpowiedzialności tych stowarzyszeń za bieżący poziom wyszkolenia własnych przewodników, noszących ich "blachy".
Obecnie takiego związku przyczynowo-skutkowego brak…

W ten sposób potencjalny klient byłby ostrzeżony niemal publiczną informacją:   „Uwaga turyści i organizatorzy imprez! Klienci, którymi się opiekują przewodnicy z tego a tego Koła czy Klubu, mają chyba pecha - ponieważ miewają zbyt często wypadki…”

Wówczas, śmiem twierdzić, resztę już ureguluje samo prawo rynku… Bo klienci będą wybrali usługi w Kołach czy Klubach o wysokiej renomie.


Komentarze:

2012-04-20 08:03:51, Lucyna Beata Pściuk

Przede wszystkim polecam relację Kolegi Przewodnika, który brał udział w tej akcji. To Jemu i Jego Małżonce udzielano Pomocy http://www.naszepagory.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=150:dramat-na-babiej-gorze&catid=19:beskid-ywiecki&Itemid=14 Czytając ją byłam wstrząśnięta, oby nikt z nas nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji. Czasami może zdarzyć się, że nasze doświadczenie górskie, znajomość konkretnego pasma w konfrontacji z warunkami atmosferycznymi tak naprawdę nic nie znaczy. Moim zdaniem tu zawiodła całkowicie organizacja imprezy. Od początku do końca była fatalna, reszta to tylko konsekwencje wcześniej popełnionych błędów. Może zastanowić się nad jedną kwestią. Jak mogłaby zakończyć się ta nieszczególna sytuacja, gdyby grupę prowadził Franek spod budki z piwem? Deregulacja zawodu może doprowadzić i z naszych doświadczeń bieszczadzkich wynika, że doprowadzi do tego, że osoby nie mające żadnego doświadczenia górskiego będą chciały zarobić i będą prowadzić grupy po górach. Proszę zajrzeć na stronę bieszczadzkiego GOPR, ile jest wezwań do grup dzieci prowadzonych przez nieodpowiedzialnych opiekunów. Oczywiście, wśród wpisów są też informacje o pomocy udzielonej grupom prowadzonym przez przewodników, także mnie. Proszę porównać nasze zachowanie z zachowaniem np.nauczycieli.

zgłoś nadużycie

2012-04-20 09:01:53, Lech Rugała

Pani Lucyno! Relacja, do której Pani podała linka, dotyczy akcji GOPR ratowania grupy z przewodnikiem beskidzkim na Babiej Górze , która miała miejsce w tym roku. Tam niektórzy uczestnicy doznali wyziębienia i odmrożeń, musieli być hospitalizowani, ale na szczęście nikt nie zginął. Natomiast opisany wyżej wypadek śmiertelny wydarzył się w 1979 roku. Odnośnie opinii Pana Posła, to w zupełności się z nią zgadzam. Przepisy powinny dopuszczać możliwość prowadzenia wycieczek typowo górskich nie tylko przez zawodowych przewodników górskich, ale również przez ratowników GOPR, przodowników turystyki górskiej PTTK, przewodników GOT PTT, instruktorów alpinizmu itd. ludzi będących świadomymi, że razie niepowodzenia poniosą wszelkie konsekwencje, włącznie z odszkodowaniem.

zgłoś nadużycie

2012-04-20 11:21:43, Janina Polak

A gdzie są przepisy zabraniające wycieczek nawet z pozoru bezpiecznymi szlakami w nie sprzyjającą pogodę i przez wymęczoną grupę turystów? Moim zdaniem przewodnicy nawet mający certyfikaty powinni być zobligowani do odmowy prowadzenia wyprawy,jeśli turyści nie są wypoczęci. Nawet przy dobrej pogodzie i młodym wieku nie trudno tu o wypadek. Młodzieży szkolnej nauczyciel musi mieć odwagę odmówić , nawet za cenę opinii "tchórza" i "nierównego gościa",bo w niekorzystnym układzie będzie miał prokuraturę na karku( przypominam lawinę w Tatrach, kiedy zginęło kilkoro uczniów).O ile pamiętam na Słowacji po prostu nie wolno wędrować po górach w nieodpowiednich warunkach pogodowych.Tu powinna być zawsze rzetelna i aktualna informacja o stopniach zagrożenia. Kto decyduje się na wycieczkę robi to na własną odpowiedzialność i ponosi skutki swojej decyzji. Jeśli chodzi o zawód,to w przypadku takiego jak przewodnik górski, chętny do jego wykonywania nie musi chodzić na kursy, ale powinien zdać egzamin z niezbędnej wiedzy i umiejętności. Wyjść tu można na przeciw samorodnym talentom i samoukom.Podobnie uważam z ratownikami górskimi (chociaż nie wiem czy tu można obejść się bez zdobywania doświadczenia pod kierunkiem fachowców.Są jednakże zawody w których nie można zdobyć doświadczenia samemu.

zgłoś nadużycie

2012-04-20 14:10:26, dean

to może jeszcze podawać marki samochod ów z wypadków drogowych, analogicznie "uwaga kierowcy, pasażerowie samochodów marki tej i tej mają pecha..." Rozumiem, że ratownicy górscy są nadludźmi i im wypadki się nie przytrafiają? A może jakiś świeższy przykład niż sprzed 30 lat? Dziś przewodnik nie będący ratownikiem również może być wyposażony w urządzenie gps...

zgłoś nadużycie

Odpowiedź na komentarz

Oj! Chyba niechcący nastapiłem komuś na odcisk!
Proszę przyjąć do wiadomości, że nie jestem stroną w tej debacie, a tylko przekazuję spływające do mnie opinie, a każdą, najbardziej prowokacyjną uważam za cenną.

Regulacje w Europie już istnieją: np. międzynarowoda federacja przewodników wysokogórskich odebrała Grekom prawo nadawania blach IVBV/UIAGM ponieważ koledzy, delikatnie mówiąc nie trzymali odpowiedniego poziomu...
Czyli tu system zadziałał prawidłowo: organizacja przewodnicka w swoim, dobrze pojętym interesie wyautowała gości, którzy mogli im przysporzyć kłopotów.
Więc może to jest metoda: nie dożywotnio przyznawane przez Marszałka uprawnienia, ale wewnętrzne "blachy" kół przewodnickich, bo wówczas każde Koło będzie walczyło o swoje dobre imię.

Ratowników podałem tylko jako przykład - nie twierdzę bynajmniej, że  ratownicy GOPR/TOPR są "nadludźmi", a jedynie zwracam uwagę na fakt, że jednak na miejsce tragedii przyszli tacy ludzie, którym udało się nie tylko precyzyjnie odlaleźć zaginionych, ale i skutecznie funkcjonować w tych koszmarnych warunkach nocnej mgły i wichury śnieżnej, co powinno skłaniać do refleksji.

Czyli kłania się kwestia wyszkolenia i praktyka górska.

A inne przykłady? Po co? Ten, jest idealny do tego teamtu. Co to bowiem za różnica, kiedy wydarzyła sie tragedia, jeśli rzeczywiście miała miejsce w realu?

 

2012-04-20 14:11:08, Barbara Zygmańska

Witaj Piotrze ! Obydwoje należymy do koła, które ma nie tylko świetne tradycje (w tym roku 45-lecie :) ) ale i prowadzi bardzo wymagające (a przy tym nie drogie) szkolenie. Ale kto o tym wie ? Wg kryteriów "państwowych" szkolenie jest szkoleniu równe. Było u nas w kole kilka przypadków, że wyrzucono kolegów z koła, "blachy" przewodnickiej okrągłej im jednak nie odebrano, gdyż koło nie jest władne to zrobić, może co najwyżej wnioskować do odpowiedniego marszałka o odebranie uprawnień. Nie zrobiono tego, gdyż sprawa nie była aż tak drastyczna (chodziło o brak opieki nad grupą ale ta się sama zorganizowała) Poza tym jest przecież sporo przewodników, którzy do żadnego koła nie przynależą. Co z nimi ?

zgłoś nadużycie

Odpowiedź na komentarz

To prawda, że poziom SKPG"Harnasie" był zawsze tak wysoki, że jeśli się przeszło przez komisję "kołową" i otrzymało trójkatną blachę "kołową", to zdanie egzaminu państwowego było w praktyce formalnością.
Niejako idąc tym śladem koncepcja, którą tu rozważam jest taka, żeby to nie rząd ani samorząd nadawał "państwowe" uprawnienia przewodnika, ale żeby robiły to stowarzyszenia  przewodnickie biorąc na siebie ciężar odpowiedzialności za swego reprezentanta (przewodnika).

To otwiera rynek i sprzyja zdrowej konkurencji.

Również to te stowarzyszenia przewodnickie reprezentowałyby interesy swych przewodników wobec np. poszczególnych Parków Narodowych w sprawie wewnętrznych "licencji parkowych".

A co tzw. "wolnymi strzelcami" czyli samozwańczymi przewodnikami? Powinni się wówczas wysoko ubezpieczyć, ponieważ w razie nieszczęścia, będzie im trudno udowodnić swój profesjonalizm, a co za tym idzie w razie czego grozić im będzie zapłata klientowi słonego odszkodowania...

2012-04-20 20:40:52, Janina Polak

Czy nie za mało wymaga się u nas odpowiedzialności od ludzi (mam na myśli dorosłych)za to co robią? Kto idzie w góry - chyba wie na co się decyduje. Przez ulicę na skrzyżowaniu przeprowadzamy niewidomych,ale pozostałych nie przestrzegających przepisów "karze" sama natura. Trzeba ich potem ratować - tu nie ma najmniejszych wątpliwości. Nie mniej nikomu nie przyszłoby do głowy aby nawet po spowodowaniu wypadku dawać delikwentowi przewodnika po ulicach.

zgłoś nadużycie

2012-04-23 10:22:00, Barbara Zygmańska

Odpowiadam pani Janinie: Oczywiście, że każdy kto idzie w góry samodzielnie bierze odpowiedzialność na siebie, ale tutaj piszemy o imprezach zorganizowanych, takich gdzie ktoś płacąc udział w tej imprezie liczy na to, że organizator zapewni jako pilota czy przewodnika osobę kompetentną.

zgłoś nadużycie

2012-04-23 14:06:05, Lech Rugała

Jednak o tym, czy dana osoba jest kompetentna powinien decydować organizator uzgadniając to z klientem, a nie urzędnik państwowy nadający uprawnienia. Jeżeli zechcą wynająć do prowadzenia wycieczki górskiej dajmy na to doświadczonego Człowieka Gór, to żaden przepis nie powinien im tego zabronić.

zgłoś nadużycie

2012-05-04 21:50:45, Janina Polak

Wydaje mi się w dalszym ciągu,że przewodnicy górscy a tym bardziej ratownicy górscy muszą mieć bezwzględnie odpowiednie kwalifikacje.Te kwalifikacje muszą być sprawdzone na egzaminie przed podjęciem pracy; ale to mało - następnie powinni odbyć praktykę z doświadczonymi ratow., przewod. i dopiero później pracować na własną odpowiedzialność. Uważam,że dopiero wtedy mogą chronić i ratować życie tyrystów i swoje własne. A i wtedy nie ma oczywiście 100% gwarancji, że nie będzie wypadku. Uwalnianie zawodów chyba trzeba rozumieć, jako likwidację zbyt uciążliwych i długich procedur (feudalnych), po przebyciu których absolwent (kursu,szkoły,uczelni) dostaje dopiero uprawnienia do wykonywania zawodu. Aby nie było tak,że ma dyplom,lecz nie ma możliwości zdobycia uprawnień i mimo posiadania wykształcenia jest bezrobotny.

zgłoś nadużycie

2012-05-25 10:07:44, Lech Rugała

Na stronie rządowej ukazała się wersja finalna projektu ustawy o zmianie ustaw regulujących wykonywanie niektórych zawodów. Oto jego kilka pierwszych wierszy. "Projekt z dnia 21 maja 2012 r. USTAWA z dnia 2012 r. o zmianie ustaw regulujących wykonywanie niektórych zawodów Art. 1. W ustawie z dnia 20 maja 1971 r. – Kodeks wykroczeń (Dz. U. z 2010 r. Nr 46, poz. 275, z późn. zm.2) wprowadza się następujące zmiany: 1) w art. 60 1 w § 4: a) pkt 1 otrzymuje brzmienie: „1) wykonuje odpłatnie bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika górskiego na dany obszar,”, b) po pkt 1 dodaje się pkt 1a i 1b w brzmieniu: „1a) wykonuje odpłatnie zadania międzynarodowego przewodnika wysokogórskiego bez uzupełniającego szkolenia do prowadzenia wycieczek w warunkach wysokogórskich dla przewodników górskich lub bez posiadania certyfikatu UIAGM, 1b) prowadzi szkolenie dla kandydatów na przewodników górskich bez wymaganego wpisu do rejestru organizatorów szkoleń,” źródło > http://ms.gov.pl/pl/deregulacja-dostepu-do-zawodow/ Co znaczy wykonywać zadania przewodnika górskiego na danym obszarze? Jaki ma być ten obszar??? Obecnie ustalone obszary dla przewodników górskich beskidzkich i sudeckich, a nawet tatrzańskich obejmują sporo terenów, które z właściwymi górami mają niewiele wspólnego. Są to przeważnie podgórskie kurorty i miasteczka oraz różne turystycznie atrakcyjne miejsca położone na niewysokich pogórzach i tenenach ledwie pagórkowatych, o dużo mniejszych deniwelacjach jak Góry Świętokrzyskie, Jura Krakowsko-Częstochowska czy nawet Wzgórza Szymbarskie na Kaszubach, okolice Cisowej Góry na Suwalszczyznie itp. Skoro nie ma być już takich formalnych wymogów co do obszarów uprawnień od przewodników miejskich i terenowych, to tym bardziej nie ma podstaw do pozostawienia dotychczasowych wymogów przewodnikom górskim. Jak ukazuje prezentacja dotycząca deregulacji zawodów na stronie MS, jedyny oficjalny powód pozostawienia regulacji w przypadku przewodników górskich dotyczy bezpieczeństwa na wycieczkach górskich, a nie podczas oprowadzania po terenie nie różniącym się ukształtowaniem powierzchni od wielu innych terenów Polski. Pozostawienie istniejącej reglamentacji obszarów uprawnień by było całkowicie bez sensu. Wykazu "obszarów górskich" w ustawie nie powinien ustalać geograf (wg podziału geograficznego Sudety kończą się na linii Zgorzelec, Bolesławiec, Jawor, Sobótka, Strzelin... - przewodnik górski do spaceru po płaskich terenach Przedgórza Sudeckiego?) ani urzędnik (wieś Ząb na Podhalu leży powyżej 1000 m n.p.m. i na spacer polnymi drogami do Białego Dunajca zgodnie z przepisami by miało się wymagać kwalifikacji przewodnika górskiego?), tylko doświadczeni praktycy. Inaczej nadal będziemy mieli absurdy, że zadania polegające na prowadzeniu wycieczki pieszej w celu komercyjnym po płaskich terenach jak np. z Niemczy do arboretum w Wojsławicach (teren poza obszarem zabudowanym), będzie mógł wykonywać tylko przewodnik górski sudecki lub międzynarodowy przewodnik wysokogórski.

zgłoś nadużycie

Możliwość dodawania komentarzy została już wyłączona.

Wróć do bloga