pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

PRZEWODNICY DO DEREGULACJI?

Z napływających z różnych stron informacji wynika, że deregulacja pilotów oraz przewodników miejskich i terenowych jest raczej przesądzona. Ma to polegać na likwidacji tych pojęć jako zawodów regulowanych w naszym kraju. Inaczej przedstawia się to jeśli chodzi o przewodników górskich, bo tu zaczynają się schody…

Jeśli bowiem uważamy za nieistotne aby przewodnik turystyczny oprowadzający po mieście wykazał się przed odpowiednią komisją wiedzą z zakresu np. historii, etnografii itd. itd,  to powód aby wymagać tego od przewodnika górskiego staje się co najmniej wątpliwy, na zasadzie nierównego traktowania podobnych profesji przewodnika turystycznego, mających charakter dydaktyczny. Musimy się więc zastanowić, dlaczego podczas deregulacji zawodów przewodnickich pozostawić byśmy mieli wśród zawodów regulowanych, przewodników górskich.

Jedynym argumentem jaki się nasuwa jest bezpieczeństwo grup turystycznych, ale i tu powstaje pytanie: cóż za niebezpieczeństwo grozi grupom poruszającym się na „wysokogórskim terenie Tatr Polskich” powiedzmy na szlaku do schroniska w Morskim Oku czy w Dolinie Chochołowskiej… A obecnie zatrudnienie licencjonowanego przewodnika jest tam obowiązkowe!

Jest jeszcze jedna kwestia: obecnie Polacy żyjący w kraju będącym członkiem Unii Europejskiej, mają mniej praw we własnym kraju niż obcokrajowcy.
Skąd taka teza?
Bo na dobrą sprawę na podstawie przepisów unijnych przewodnik innego kraju Unii może żądać prawa prowadzenia wycieczki po dowolnie wybranych polskich górach bez ograniczeń, natomiast nasze, krajowe przepisy nakładają na Polaków konieczność uzyskiwania uprawnień regionalnych (tatrzańskich, sudeckich, beskidzkich). Na tej zasadzie przewodnik tatrzański nie ma prawa prowadzić po Beskidach i vice versa. A "obcy" przewodnik może.

I tak być nie powinno.

Dodatkowo, jeśli argumentem pozostawienia przewodnika górskiego jako zawodu regulowanego jest bezpieczeństwo klientów, to może czas, żeby stworzyć nowe, jednorodne pojęcie: „przewodnika górskiego”, czyli fachowca przygotowanego zawodowo do prowadzenia ludzi po górach latem i zimą, pieszo czy na nartach, bez względu na obszar działania.

Oczywiście prowadzącego na obszarach charakteryzujących się pewnym obiektywnym ryzykiem,  czyli w górach, powiedzmy powyżej 900 m.npm!

Niestety kolejne wątpliwości budzi uchwalona w ub. latach ustawa o sporcie, która otworzyła m.in. tak ryzykowny zawód jak instruktora alpinizmu, którą to funkcję może obecnie pełnić każdy, bez ograniczeń…

Więc,  jeśli zlikwidowano kontrolę państwową nad kwalifikacjami uczących wspinaczki, to czy państwo powinno regulować kwestię kto może prowadzić ludzi po dobrze wytyczonych szlakach turystycznych?  Wszak przewodnicy w zdecydowanej większości nie prowadzą grup poza szlakami?

Uchwalona w ub. roku ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich zawiera klauzulę obarczającą odpowiedzialnością za bezpieczeństwo uczestników każdego organizatora zajęć na obszarach górskich…

Nie ma tam mowy o przewodnikach czy instruktorach, natomiast jest zasada: organizujesz coś dla innych – ponosisz za to odpowiedzialność: w razie wypadku będziesz musiał udowodnić, że jesteś fachowcem, a do wypadku doszło z przyczyn od Ciebie niezależnych.
W tej sytuacji za przewodnikiem posiadającym jednak wewnętrzny certyfikat jakiejś organizacji przewodnickiej – świadczyć będzie powaga tej organizacji. Organizacje te we własnym interesie powinny się starać o wysoki poziom swych przewodników. W przeciwnym wypadku – zmiecie ich ręka rynku.

Jak widać odpowiedź dotycząca deregulacji przewodników górskich nie jest prosta, ale na coś się trzeba będzie w końcu zdecydować…

Bo z jednej strony argumentem jest uregulowanie ustawą bezpieczeństwa klienta, a z drugiej - jego prawo swobodnego wyboru.

Pozdrawiam.



Komentarze:

2012-04-02 22:12:39, JaRos

Obecnie Przewodnik Turystyczny Górski może prowadzić po wszystkich trasach dopuszczonych do ruchu turystycznego czyli także bez szlaku. Drugą ważna sprawą jest to że obecnie uprawnienia przewodnika turystycznego górskiego dają możliwość prowadzenia po trasach pieszych w większości krajów UE (i Szwajcarii) więc głównym naciskiem powinno być szkolenie pod kątem bezpieczeństwa, terenoznawstwa itp. Niestety do ej pory co najmniej 80 % programów szkoleń to krajoznawstwo (owszem powinno być ale nie takim wymiarze). Jeśli mamy mieć "Przewodników Górskich" regulowanych to niech będą oni prawdziwymi Górskimi a nie pilotami krajoznawcami.

zgłoś nadużycie

2012-04-03 09:32:49, Lucyna Beata Pściuk

Witam! Panie Pośle, cieszę się, że postanowił Pan zapoznać się z opinią całego środowiska przewodnickiego. Problem jest skomplikowany. Moim zdaniem przewodnictwo górskie powinno pozostać bez zmian, powiem więcej, powinien pozostać stary podział na pasma górskie. Rynek oczekuje od nas abyśmy byli regionalistami,wiedzy i doświadczenia górskiego. Jeżeli dojdzie do uwolnienia zawodu to tytuł przewodnika może przynależeć tylko do przewodników licencjonowanych, tych posiadających uprawnienia. Powinniśmy posiadać tylko my prawo do używania określonych oznak, ewentualnie ubioru, legitymacji. Klient od razu powinien mieć możliwość odróżnienia nas od reszty oprowadzaczy. Powinny być odrębne regulacje dotyczące przewodnictwa górskiego, muzealnego i po parkach narodowych. Zresztą dyrektorzy parków narodowych zareagowali na zmiany: w trzech znanych mi jest już wprowadzony tzw. przymus przewodnicki. Wiem, że w czwartym trwają konsultacje, decyzja o zmianie regulaminu już zapadła, niedługo zostanie to ogłoszone. Czy przewodnictwo terenowe i miejskie powinno zostać uwolnione? Nie mi sądzić. Nie znam specyfiki tamtejszego przewodnictwa. Górskie, zdecydowanie nie. Sądzę, że powinien pozostać wymóg wykształcenia. Tu nasze środowisko bieszczadzkie jest podzielone. Mam pewne rozeznanie, gdyż to ja podjęłam próby wysondowania opinii Kolegów i prosiłam Pana Dyrektora BdPN o spotkanie. Taką prośbę wystosowało grono przewodników ze środowiska PTTK, Stowarzyszenia "Karpaty" i z nieformalnej Grupy Bieszczady - klastra. Sądzę, że to są podstawowe kwestie które nad którymi należy dyskutować. Rynek oczekuje profesjonalizmu, poszukiwani są regionaliści mający naprawdę dużą wiedzę i doświadczenie. Coraz częściej spotykam się z tym, że organizatorzy zabezpieczają się przed nielegalnymi przewodnikami prosząc nas o dokumenty potwierdzające nasze uprawnienia. Pozwoliłam sobie przenieść Pański post z forum PTTK na nasze tablice przewodnickie na fabebooku i na fora internetowe. Mam nadzieję, że także Koledzy wypowiedzą się na temat zmian. Pozdrawiam Lucyna Beata Pściuk http://www.grupabieszczady.pl

zgłoś nadużycie

2012-04-03 10:14:45, Lech Rugała

Zgadzam się z większością prezentowanych Posła poglądów. Dokładnie takie same poglądy na temat przewodnictwa górskiego, wyrażałem już przed 30 laty. Teraz czuję się usatysfakcjonowany, że społeczeństwo stało się bardziej dojrzałe i świadome bezsensu obecnych regulacji i coraz więcej ludzi podziela tamten punkt widzenia. Działalność typowo górska, kiedy to przewodnik jest potrzebny turyście dla zapewnienia bezpieczeństwa, od dawna była i jest w Polsce działalnością marginalną. Polskie określenie "przewodnik górski" ma się nijak do regulowanej w niektórych krajach alpejskich działalności typu Bergführer czy mountain guide. Polscy przewodnicy turystyczni zakwalifikowani jako "górscy" specjalizują się głównie w pilotowaniu autokarów i oprowadzaniu grup turystycznych po miastach i obiektach zabytkowych położonych w regionach górskich i podgórskich, na co jest wywierany szczególny nacisk na kilkuletnich kursach i z czego zdają szczegółowe egzaminy. W efekcie zadania polskiego tzw. przewodnika górskiego to w większości oprowadzanie po górskich kurortach, trasach spacerowych i ogólnodostępnych publicznych szlakach znakowanych, i to w sezonach kiedy zagrożenie bezpieczeństwa turysty nie jest większe, niż np. w dużych aglomeracjach miejskich. Należy wprowadzić jednolite pojęcie "przewodnika górskiego", który powinien posiadać umiejętność prowadzenia ludzi po każdych górach zarówno latem i zimą.

zgłoś nadużycie

2012-04-03 10:18:03, Sebastian Fijak

Ja, by nie tworzyć niepotrzebnego zamieszania zapraszam na swój blog, gdzie przedstawiłem pewną swoją koncepcję dt. deregulacji: http://www.fijak.pl/2012/03/deregulacja

zgłoś nadużycie

Odpowiedź na komentarz

Przeczytałem Pańską wypowiedź z dużym zainteresowaniem. Muszę jednakże wyjaśnić, że ustawa o sporcie oraz ustawa o bezpieczeństwie i ratowictwie w górach (...) powstawały niemal jednocześnie i to w okresie swego rodzaju metamorfozy spojrzenia na usługi "górskie".
Środowisko przewodników IVBV zabiegało wówczas o wpisanie do ich uprawnień możliwości nauki podstaw alpinizmu, umożliwiających im stosowne przygotowanie kilentów do działań wysokogórskich (dotychczas zastrzeżonych wyłącznie dla instruktorów PZA). 
W międzyczasie ustawa o sporcie zniosła m.in. wyłącznośc instruktorów PZA na prowadzenie szkoleń alpinistycznych i powstał swego rodzaju paradoks.

Przewodnicy UIMLA nie znaleźli się z kolei w ustawie bo podniosły się głosy, że wówczas polskich przewodników turystycznych-dydaktycznych (również tych zrzeszonych w UIMLA) nadal będą obowiązywały krajowe przepisy ograniczające ich prace do regionów uprawnień (terzańscy, beskidzcy, sudeccy) a zagraniczni będą mogli na terenie Polski prowadzić bez ograniczeń.
Czyli polscy przewodnicy regionalni mieliby we własnym kraju mniejsze prawa od ich kolegów z zagranicy. 

Ta sytuacja wyglądałaby inaczej gdyby wóczas powstało pojęcie "przewodnika górskiego", mogącego prowadzić w całych górach Polski (tak jak mogą to obecnie czynić inni przewodnicy z UE). 

Pytanie tylko czy środowisko przewodnickie byłoby dziś gotowe na tak drastyczne zmiany koncepcji szkolenia? 

Pozdrawiam.
Piotr van der Coghen. 

2012-04-03 11:15:51, Lech Rugała

Środowiska przewodnickie powinny się już od dłuższego czasu przygotowywać na zmiany. Te zmiany nie mogą być dla nich żadnym zaskoczeniem i powinni być dobrze zorientowani jak funkcjonuje przewodnictwo górskie w innych państwach Unii Europejskiej i powinni być przygotowani do przyjęcia do standardów unijnych.

zgłoś nadużycie

2012-04-06 17:59:57, Kberg.

Jestem przewodnikiem górskim I klasy i ratownikiem GOPR- całkowicie popieram zlikwidowanie podziału na przewodników beskidzkich,tatrzańskich i sudeckich.Należy dokonać podziału na przewodników górskich/szlaki turystyczne/, oraz przewodników wysokogórskich/tury wspinaczkowe, wejścia alpejskie-lodowce/.W krajach alpejskich mamy przewodników górskich UIMLA oraz przewodników wysokogórskich UIAGM ,którzy dobrze ze sobą współpracują.Dlaczego nie jest to możliwe w Polsce?

zgłoś nadużycie

2012-04-06 20:46:14, Gość

W Kraju deregulacja, a dyr.Karkonoskiego Parku Narodowego postanowił doregulować jeszcze bardziej przewodnictwo górskie sudeckie.Okazało się,że przewodnicy sudeccy są tak słabo wyedukowani na kursach przewodnickich ,że należy im dołożyć kilkadziesiąt godzin szkolenia o Karkonoszach i wyciągnąć z ich portfeli kilkaset złotych.Jak to się ma ,do ustawy o usługach turystycznych która daje prawo przewodnikom sudeckim do prowadzenia wycieczek po Karkonoszach.Ciekawi mnie również fakt czy dyrektor parku będzie szkolił przewodników wysokogórskich UIAGM-przecierz wg ustawy państwowej mogą legalnie prowadzić po wszystkich obszarach górskich w Polsce.Pomijam fakt ,że przewodnicy wysokogórscy UIAGM nie mają nawet 1 godz. szkolenia krajoznawczego/historia ,etnografia,ochrona przyrody.../ w trakcie swojego kursu.

zgłoś nadużycie

2012-04-07 11:59:00, Lech Rugała

A tak w ogóle, to w zawodzie przewodnika pracować nie jest łatwo, skoro przewodnicy potrafią sobie na wzajem rzucać kłody pod nogi. Poza tym nie dość, że zanim można mienić się dumnie przewodnikiem turystycznym, to trzeba poddać się specjalnym badaniom lekarskim (najpierw wstępnym a potem systematycznie okresowym), odbyć szkolenie przeprowadzone przez wyspecjalizowaną instytucję posiadającą urzędowe pozwolenie, a także zdawać egzaminy przeprowadzane przed komisją powołaną przez marszałka województwa - osobno na każdy obszar określony przepisami. Dopiero wówczas można podjąć pracę, aczkolwiek ze sporymi ograniczeniami. Zgodnie z ustawą o usługach turystycznych i rozporządzeniem ministerialnym przewodnicy działają bowiem w swoich ściśle określonych rewirach terytorialnych i biada takiemu, który zdecyduje się wtargnąć na obszar zajęty przez innego przedstawiciela gatunku. Wycieczki po takich miastach jak np. Legnica czy Głogów oprowadzają przewodnicy terenowi, bo to ich działka. Jeżeli oprowadza tam przewodnik miejski albo sudecki (widywałem przewodników sudeckich oprowadzających wycieczki po tych miastach), to de facto łamie prawo i grożą mu sankcje karne ograniczenia wolności lub grzywny. I odwrotnie - dolnośląskiemu przewodnikowi terenowemu ani sudeckiemu nie wolno oprowadzać po Wrocławiu. Z kolei przewodnikowi terenowemu nie wolno oprowadzać wycieczek pieszych poza obszarem zabudowanym w rewirze przewodników sudeckich, m.in. po lekko pofalowanych równinach Przedgórza Sudeckiego. A że prawo jest absurdalne, to czas je zmienić i zlikwidować te wszystkie regulacyjne cyrki.

zgłoś nadużycie

2012-04-08 10:34:16, przewodnik

Obecna deregulacja niewiele zmieni!W miejsce regulacji państwowych wejdą regulatorzy lokalni.Wszelkiej maści dyrektorzy parków narodowych,krajobrazowych,rezerwatów przyrody będą organizować obowiązkowe szkolenia dla przewodników ,za grubą kasę.Wszystko pod płaszczykiem ochrony przyrody.Po co , w takim razie organizuje się długie i kosztowne kursy przewodnickie?.Proponuję - zostańmy wszyscy przewodnikami wysokogórskimi UIAGM i będziemy mogli hasać po całych górach Polski z liną i czekanem.

zgłoś nadużycie

2012-04-10 11:28:00, Barbara Zygmańska

Odniosę się do ostatniej wypowiedzi. W Tatrzańskim Parku Narodowym jest inaczej. Owszem są organizowane szkolenia na licencje TPN ale są to szkolenia BEZPŁATNE. Ponadto przewodnik po ukończeniu szkoleń jest rekomendowany na stronie TPN. Skorzystała z tego zaledwie około 1/4 - 1/3 ogółu przewodników tatrzańskich. Inni tez mogą wykupić licencję, ale wtedy jest ona droższa. I to jest wg mnie sytuacja prawidłowa - TPN zachęca do szkoleń ale do nich nie zmusza. Co do reszty wypowiedzi - uważam że przewodnik górski (nie mam na myśli wysokogórskich) powinien radzić sobie również w terenie bez szlakowym, w każdych górach gdzie nie jest wymagana asekuracja. Np. powinien sobie doskonale radzić z mapą, kompasem, umieć "czytać" teren. Bez tego nie jest godzien miana "przewodnika górskiego", jest co najwyżej "oprowadzaczem". Do uprawiania przewodnictwa stricte górskiego nie jest konieczna znajomość zabytków, historii itd. Natomiast sądzę że im więcej ta osoba będzie wiedziała o historii, zabytkach, o przyrodzie regionu - tym lepiej. Myślę że organizatorzy wycieczek dojrzeją do tego, aby zwracać uwagę na "jakość" i wykształcenie przewodnika oraz jego dotychczasowe osiągnięcia (np. publikacje) a nie tylko na cenę. Na razie niestety podstawowym kryterium wyboru przewodnika jest dla biur podróży cena za dniówkę. W ten sposób przepadają ci co więcej w siebie zainwestowali.

zgłoś nadużycie

Możliwość dodawania komentarzy została już wyłączona.

Bardzo dziekuję za wszelkie uwagi. Będą one bardzo nam pomocne przy pracach deregulacyjnych nad ustawą, bowiem jak widać nic w tym temacie nie jest zupełnie jednoznaczne...

Zapraszam też na kolejny mój tekst na Blogu, któremu nadałem tytuł:
"O DEREGULACJI PRZEWODNIKÓW GÓRSKICH RAZ JESZCZE".

Wiem, że ów tekst jest kontrowersyjny, ale przyrzekłem, że go zamieszczę jako jeden z ważkich argumentów w dyskusji.

Jeszcze raz wszystkim dziękuję za debatę i pozdrawiam -

Piotr van der Coghen
Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu
Narciarstwa i Turystyki. 

Wróć do bloga