pl en ru de es fr it
"KTO W SWYM ŻYCIU OCALIŁ CHOĆ JEDNO ISTNIENIE, NIE URODZIŁ SIĘ NA DARMO"

Wróć do bloga

KTO ZAMAWIAŁ DOPALACZE?

Kto zamawiał dopalacze dla dziecka? Bo właśnie przyszły!
Nikt? No nie żartujcie kochani rodzice! Przynajmniej co trzeci z Was zamawiał je z wyprzedzeniem, uparcie, codziennie i to od kilkunastu lat! A teraz tylko przyszła dostawa!

Nie wierzycie? 

A przecież po raz pierwszy, co prawda nieświadomie i z dużym wyprzedzeniem, ale zamówiliście te nieszczęsne dopalacze dla swojego dziecka, jeśli akceptowaliście, że tupało histerycznie i pluło na babcię, bo nie chciała mu kupić lodów gdy było przeziębione. Potem, kolejny raz jeśli koleżankę w piaskownicy okładało łopatką. Zamówiliście następne, gdy ogłupiali w swej ślepej miłości pompowaliście mu do głowy, że jest pępkiem świata. Że on nic nie musi robić, a wszyscy muszą wokół niego skakać i ustępować mu, bo jest bezkarny i najmądrzejszy…

Niestety, gdy tymczasem troszkę dorósł – świat brutalnie i boleśnie sprowadził go na ziemię i uprzytomnił mu, że nie jest bynajmniej kimś wyjątkowym, a przeciwnie, tylko zachwyconym sobą młokosem albo przemądrzałą, rozpieszczoną, choć mało rozgarniętą panienką.
Stąd efekt: szok i rozgoryczenie graniczące z depresją!

Zamawialiście też dopalacze wówczas, gdy zmuszaliście dziecko, aby tępo ćwiczyło grę na znienawidzonym przez niego fortepianie, czy jakichś skrzypcach, albo gnaliście z nim na drugą strone miasta, na balet, którego nie cierpiało. Gnaliście nie patrząc na brak jego talentu ani nawet zainteresowania tą formą ekspresji. Wymuszaliście na nim, aby szło drogą artystyczną, bo Wam samym nie udało się w dzieciństwie osiągnąć szczytu maestrii w tym względzie. Wasza miłość własna i pycha nie dała Wam jednak dostrzec, że obrany cel to pudło, a Wasze wysiłki wpędzają Wasze dziecko w kompleksy, na miarę Himalajów i to do końca życia.

Zamawialiście dopalacze, gdy szliście z awanturą do szkoły, wydzierając się przy dziecku na nauczyciela, że jest debilem, skoro ośmielił się ocenić, że wasze genialne dziecko nie zasługuje na szóstkę, z każdego właściwie przedmiotu i nie chcieliście przyjąć do wiadomości, że to właśnie zachowanie Waszego dziecka pozostawia wiele do życzenia.

Niewykluczone jednak, że zamawialiście dla niego dopalacze w zupełnie odwrotnej sytuacji. To wtedy, gdy strofowaliście je, wyszydzając i okazując mu nieustanne niezadowolenie z każdej jego porażki, a nie dostrzegając i nie doceniając żadnego odniesionego przezeń sukcesu. Twierdząc uparcie, że jest tępym nieukiem i beznadziejną łajzą, która niczego w życiu nie osiągnie.

Zamawialiście też nieświadomie dopalacze, gdy pędząc od etatu do etatu, od zlecenia do zlecenia walcząc o byt rodziny i zapewnienia jej najwyższego możliwie standardu, zostawialiście dziecko samo z jego codziennymi, dziecięcymi problemami, nijak nie przystającymi do Waszych, prawdziwie poważnych trosk. Niestety zapominaliście o tym, że każdy człowiek ma problemy na miarę swojego wieku, a śmieszne problemy dziecka mają dla niego czasem skalę niemal niewyobrażalnego, katastrofalnego bankructwa Waszej firmy czy wybuchu III wojny światowej.

Zamówiliście je też z pewnością, gdy beznamiętnie wyprosiliście z domu chomika dziecka, albo wywieźliście do lasu psa, żeby go tam zostawić, gdy przyszedł czas, że trzeba było wyjechać na wakacje do Egiptu, Tajlandii lub na ferie zimowe we włoskie Alpy, a nie dysponowaliście chwilowo babcią, która by dopilnowała zwierzaka…

W Waszych domach rośli stopniowo dzisiejsi odbiorcy „Mocarza”. Beznamiętni. Wpatrzeni w siebie. Niedocenieni, roszczeniowi i zazdrośni. Bezczelni, znudzeni, oburzeni, że nikt ich nie docenia, albo stłamszeni, wbici w kompleksy, nie mogący się odnaleźć w dzisiejszym bezdusznym świecie. Brutalni i bezwzględni lub słabi i lękliwi. Szukający przyjaciół bez względu na ich poziom. Szukający akceptacji i panicznie lękający się zarzutu o tchórzostwo czy brak solidarności z grupą. Zagubieni i samotni w tłumie prowokacyjnych kumpli…

Różne były przez lata narzędzia rzeźbienia charakterów tych młodych ludzi, którzy dziś sięgają po dopalacze. Niestety nie jest to dziś wyłącznie młodzież z marginesu. Wręcz przeciwnie! Coraz więcej jest tam ludzi z tzw. „dobrych domów”. Domów, które teoretycznie miały być ich ostoją i centrum wsparcia. Miejscem gdzie mogliby bezpiecznie zwierzyć się z bagażu najbardziej złych i żenujących doświadczeń, uzyskać radę w najbardziej intymnych kwestiach, ale też miejscem, gdzie obowiązki, wymogi i zdrowe zasady życia są ściśle określone i egzekwowane. Domów, gdzie panuje zaufanie, a cnotą jest konsekwencja w działaniu.

Nie jest to pocieszające, ale jako rodzice nie byliście bynajmniej samotni podczas składania tych wieloletnich zamówień dopalaczy. Razem z Wami solidarnie pracowała nad wykoślawieniem psychiki Waszego dziecka, dziś już zupełnie ubezwłasnowolniona szkoła, a także świątynie, w których trudno zrozumiałym, archaicznym językiem i w zakamuflowany sposób,  tłumaczy się czym jest Dobro i Zło, a za to jakże ochotnie i bardzo czytelnym językiem wskazuje się preferencje polityczne.

Obecnie walka młodego człowieka (zagubionego i zakompleksionego lub przeciwnie, przeświadczonego o swej wyjątkowości i nieomylności), z atrakcyjnym w swej cenie „Mocarzem” nie jest to już równa. Dlatego ją przegrywa.

Wystarczy wówczas nastrój, chwila, presja kumpli, porażka bądź chęć świętowania i ta straszliwa trucizna wkracza w jego życie, opanowując szybko i bez reszty jego ciało i umysł... 

Czy w takim razie jest szansa, żeby nie rosły nam kolejne pokolenia konsumentów dopalaczy?

Oczywiście! I jest to paradoksalnie dość proste!

Przestańmy dzieci rozpieszczać do granic absurdu! Nie poniżajmy, ale też nie zmiatajmy wciąż pyłu sprzed ich stóp! Dziecko potrzebuje miłości i zrozumienia, ale te cenne dary muszą mu być spokojnie serwowane równolegle wraz z wyraźnie określonymi, twardymi zasadami życiowymi oraz oczekiwaniami rodzicielskimi i to uzmysłowieniem, że będą one odeń konsekwentnie egzekwowane. Ważne jest też, żeby zasady te nie ulegały zmianom przy każdej okazji, czy z powodu nastroju, gdyż to powoduje mętlik w głowie każdego młodego człowieka i kompletnie demoluje każdą pracę wychowawczą.

Niech więc nas nie przerażają rozbite kolana pociechy, zadrapana buzia czy dziura w dżinsach. Cieszmy sie wraz z nim, jego drobnymi radościami, ale przy okazji przesiewajmy, ulatwiając rozróżnianie tych dobrych od tych złych...

Musimy ułatwić dziecku określenie jemu samemu miejsca na świecie. Wskazać horyzonty i rozbudzić marzenia, oraz przekonać, że nie ma rzeczy niemożliwych do osiągnięcia. Czasem trzeba mu też pomóc, ale jedynie pomóc ruszyć z miejsca. Dalej już musi poruszać się samodzielnie, potykając się po drodze oraz zyskując kolejne, życiowe sińce i zadrapania, chroniące go jednak przed tragedią w przyszłości.
Dziecko musi zrozumieć, że życie to zarówno walka, jak i odpowiedzialność. Ale walka przede wszystkim z samym sobą. Walka z własnym lenistwem, strachem, brakiem wiary w powodzenie, a jednak prowadzona mocą zbudowaną na bazie wewnętrznej pokory i odpowiedzialności za własne czyny. 

Musi uznać, że doraźny brak sukcesu nie jest jeszcze katastrofą, ale kapitałem - nauczką na dalsze życie.  Musi zrozumieć, że czasem trzeba przegrać bitwę, żeby wygrać wojnę. I że ostateczny wynik walki zależy przede wszystkim od niego samego, a nie od rodziców, od państwa polskiego, czy otaczającego go świata…

Nauczyć też trzeba najważniejszego:  że tak długo póki się człowiek definitywnie nie podda, pozostaje dla siebie i innych - niepokonany!

I wówczas, zapewniam, dilerzy „Mocarza” pójdą z torbami…

Naprawdę.

Piotr van der Coghen
Podlesice dnia 28.08.2015 r 

(autor jest założycielem i wieloletnim szefem szkoły przetrwania dla młodzieży, a także ojcem trójki dzieci: dwóch dorosłych synów, ratowników medycznych i górskich, (których kolejni Prezydenci RP odznaczyli już dwukrotnie za ratowanie życia ludzi w górach i podczas katastrof Medalami Za Ofiarność i Odwagę),  ale także ojcem niepełnosprawnej córeczki z Zespołem Downa, nie będącej nigdy funkcjonować samodzielnie, która co prawda nie umie czytać ani biegać, ale z którą pływa, jeździ na tandemie dla inwalidów i czasem wspina się w skałkach…

 

Komentarze:


 

 

Captcha  

2015-08-31 20:39:13, Rita Redford

Swietny felioton

zgłoś nadużycie

Wróć do bloga